Inwestorzy uwierzyli w Unię na niemieckich warunkach
Finanse
Europa kupiła sobie rok spokoju. Dokapitalizuje banki, podaruje Grecji 50 proc. długu i rozmnoży pieniądze z EFSF z 440 mld euro do 2 bln. Rynki entuzjastycznie przyjęły wiadomości płynące z Brukseli. Ale gdy inwestorzy i analitycy zaczęli wczytywać się w szczegóły planu, pojawiło się wiele znaków zapytania.
Jak przekonuje wiceszef niemieckiego instytutu IFO Rolf Langhammer, nie wiadomo np., ilu prywatnych inwestorów, którzy nie brali udziału w brukselskich negocjacjach, zgodzi się na 50-proc. redukcję długu Grecji.
Nie wiadomo też, kto wyłoży pieniądze na rekapitalizację europejskich banków.Według szacunków europejskiego nadzoru bankowego (EBA) będą one potrzebowały 106 mld euro. - Proces będzie przebiegał opornie i może osłabić akcję kredytową, co pogłębi spowolnienie, a nawet spowoduje płytką recesję strefy euro - ostrzega Jakub Borowski, główny ekonomista Kredyt Banku. Jest też ryzyko zmian właścicielskich w polskim sektorze finansowym.
Nie bez znaczenia są prognozowane zmiany w Europie. Niemcy chcą w ciągu roku zbudować tzw. unię stabilności: zmusić kraje Eurolandu do dyscypliny finansowej i zagwarantować sobie bezpośrednią kontrolę nad ich finansami m.in. poprzez korzystny dla nich sposób podejmowania decyzji przez europejski mechanizm stabilizacyjny (EMS jest budowany na wzór MFW), który od 2013 r. będzie zarządzał pomocą dla krajów unii walutowej.
Współpraca Beata Tomaszkiewicz
Rafał Woś, Berlin Jędrzej Bielecki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu