Naprawa banków po irlandzku
Madryt, na wzór Dublina, tworzy bank złych długów, aby ratować upadający system bankowy. Ale operacja przeprowadzana przez rząd Rajoya będzie trudna. Ceny nieruchomości spadają, bezrobocie rośnie, czasu jest mało
Hiszpania idzie w ślady Irlandii. Po latach zwłoki rząd w Madrycie przeprowadzi radykalną restrukturyzację sektora bankowego, przerzucając całość złych długów do nowo powołanej instytucji finansowej (bank złych długów). Premier Mariano Rajoy nie robi tego jednak z własnej woli. To warunek, jaki wczoraj postawiła Eurogrupa w zamian za bankowy bailout, o jaki ją poprosił - również wczoraj - Madryt.
Hiszpański rząd unika podawania konkretnych liczb. Wiadomo jednak, że mniej więcej 100 mld euro trafi do Funduszu Uporządkowanej Restrukturyzacji Bankowej (Efob), który bezpośrednio udzieli pomocy instytucjom finansowym. Rajoy w kraju przedstawia się jako pogromca bailoutów, któremu udało się postawić Eurogrupę pod ścianą i wymóc pomoc bezwarunkową. Tak jednak nie jest. Jak zaznaczył wczoraj minister finansów Niemiec Wolfgang Schaeuble, program naprawy banków będzie podlegał ściśle określonym warunkom. Szczegóły porozumienia zostaną ustalone do 9 lipca. W szczególności będzie wówczas wiadomo, czy nowa pomoc zwiększy dług Hiszpanii o około 10 proc. PKB (do 90 proc. PKB) czy też Europejski Fundusz Stabilności (ESM) wesprze Efob bez pośrednictwa skarbu państwa.
Od początku kryzysu rząd w Madrycie wyasygnował zaledwie 14 mld euro na pomoc dla banków. W tym samym czasie Irlandia, której gospodarka jest siedmiokrotnie mniejsza, ale została w podobnym stopniu zdruzgotana załamaniem rynku nieruchomości, przeznaczyła na ten sam cel 65 mld euro. W związku ze spadkiem o połowę cen nieruchomości i pęknięciem bańki na rynku nieruchomości rząd w Dublinie stworzył odrębną instytucję, do której trafiły niespłacalne kredyty sześciu największych banków kraju. Jeden z nich, Anglo Irish Bank, został w ramach programu restrukturyzacji przejęty przez państwo. Operacja przeprowadzona na wczesnym etapie kryzysu (2009 - 2010) pozwoliła jednak na dość szybkie uzdrowienie irlandzkiego sektora bankowego i przywrócenie zaufania na rynku finansowym. - Irlandzkie banki są dziś zdrowe - uważa Elga Bartsch, cytowana przez magazyn "The Economist".
Z powodu zwłoki poprzedniego rządu Hiszpania musi teraz przeprowadzić podobną operację w znacznie gorszych warunkach. Od wybuchu kryzysu ceny nieruchomości spadły o około 25 proc. Do końca tego roku stawki spadną o kolejne 25 proc., co oznacza, że restrukturyzacja sektora finansowego będzie prowadzona w bardzo trudnych warunkach. Z powodu przeciągającego się procesu reform nieufność inwestorów doprowadziła do bardzo wysokiego poziomu rentowności hiszpańskich obligacji, a rosnące bezrobocie dodatkowo ogranicza możliwości spłaty kredytów hipotecznych. Wszystko to powoduje, że w ostatecznym rachunku program restrukturyzacji hiszpańskich banków może się okazać relatywnie jeszcze droższy niż jego irlandzki odpowiednik. - Obecny program pomocy dla hiszpańskich banków wcale nie musi być ostatni - ostrzega Mark Cliffe, ekonomista banku ING.
Zdaniem MFW pomocy nie będą potrzebowały największe banki kraju: BBVA, CaixaBank i Santander, które mają łącznie 47 proc. aktywów finansowych Hiszpanii.
Restrukturyzacja hiszpańskich banków będzie bardzo kosztowna
Politycy znowu rozczarowali
Przywódcy UE nie podejmą żadnych zobowiązujących decyzji w sprawie powołania unii fiskalnej i unii bankowej - wynika z projektu konkluzji na szczyt UE, którego treść opublikował wczoraj Reuters. Przeciek ma przygotować rynki na brak realnych efektów spotkania.
To z jednej strony wynik obaw Francji przed przekazaniem nadmiernych uprawnień Brukseli w sprawie kształtowania budżetu państwa, z drugiej niechęci Niemiec do przejęcia odpowiedzialności za instytucje finansowe państw południa Europy. W tych dwóch kluczowych obszarach zostanie jedynie ustalona "mapa drogowa", której pierwszy etap przypadnie na szczyt Unii w październiku bądź grudniu tego roku.
Na czwartkowym spotkaniu zostanie też przyjęty pakiet stymulacyjny o wartości 130 mld euro. W większości chodzi jednak o pieniądze, które już istniały. W tym niewykorzystane fundusze strukturalne i kredyty Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI).
J.Bie.
@RY1@i02/2012/122/i02.2012.122.00000060c.803.jpg@RY2@
AP
Poprzednicy Rajoya zwlekali z reformami, teraz może pomogą mu czary szamanów
Jędrzej Bielecki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu