Azja - największa nadzieja świata na wzrost
Pomiędzy rokiem 2007 i 2012 chińska gospodarka urośnie o blisko 60 proc. Kraje Azji wschodzącej liczone jako całość wzrosną o prawie 50 proc. W tym samym okresie gospodarki bogate rozwiną się w tempie 3 proc. Czy można wątpić, że świat przechodzi głęboką transformację?
Jak argumentuje Instytut Finansów Międzynarodowych, stowarzyszenie globalnych instytucji finansowych w ostatnim Monitorze Rynków Kapitałowych: "Kluczowe pytanie na 2012 rok brzmi, czy bardziej odporne części globalnej gospodarki i systemu finansowego - gospodarki rynków wschodzących i sektor korporacyjny - okażą się na tyle dynamiczne, by złagodzić potencjalny wpływ wysokiego ryzyka kredytowego w dojrzałych gospodarkach".
Jakie są jednak zagrożenia dla dużych gospodarek wschodzących? Niektóre ryzyka wynikają z samego wzrostu. Rozwój powoduje, że społeczeństwo staje się bardziej mobilne, wymagające, lepiej wykształcone i poinformowane. Rosnące aspiracje, wzmocnione przez nowe technologie informatyczne, zagrażają modelowi państwa jednopartyjnego, który mają nadzieję zachować władze.
Co więcej, szybki rozwój jest prawie zawsze niezrównoważony. Chiny nie są tu wyjątkiem. Jednym z wyzwań wynikających z tego stanu jest przestawienie się z modelu wzrostu opartego na inwestycjach na taki, który będzie napędzany konsumpcją, przy jednoczesnym uniknięciu wielkiej bańki nieruchomościowej. Kraje wschodzące muszą również liczyć się z zagrożeniami zewnętrznymi. Obecnie najbardziej oczywisty jest wielki wstrząs w krajach rozwiniętych, który najprawdopodobniej rozpocznie się w strefie euro. Połączenie niewypłacalności państw, upadłości banków, a nawet wychodzenia ważnych członków ze strefy euro z pewnością spowoduje chaos. Zagrożona byłaby cała otwarta światowa gospodarka.
Kraje rozwijające się wciąż nie osiągają poziomu wydajności w państwach uprzemysłowionych. Realny chiński dochód na głowę mieszkańca był w 2010 roku prawie pięć razy mniejszy niż w USA, a w Indiach 10 razy mniejszy. Jednak te kraje korzystają z tego, co ekonomista Alexander Gerschenkorn nazwał "przywilejem zacofania". Startując z niskiego poziomu, ma się duże szanse na trwały i szybki rozwój. Co więcej, wiele z tych krajów jest przygotowanych na wstrząsy zewnętrzne. Mają ogromne rezerwy walutowe, finanse publiczne w dobrym stanie i dobrą pozycję międzynarodową. Pod wszystkimi tymi względami Chiny są potężną fortecą.
Czy stały wzrost w krajach wschodzących może wyciągnąć z obecnego kryzysu państwa wysoko rozwinięte? Odpowiedź brzmi: nie. Wzrost w krajach uprzemysłowionych będzie się nadal opierał w większości na popycie wewnętrznym. One będą musiały uratować się same. Tak twierdzą liderzy krajów rozwijających się i mają rację.
Martin Wolf
publicysta "Financial Timesa"
Tłum. TK
© The Financial Times Limited 2012. All Rights Reserved
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu