Świat na heroinie
Większość banków centralnych to bankruci. Fed i EBC włączyły się w obłędną politykę wspierania rządowych wydatków i już dawno przekroczyły wszelkie bezpieczne granice
Matthew Tyrmandem
Czy czegoś się obawiasz?
Wojny.
Jakiej znowu wojny?
Walutowej. Jeśli ktoś chce zrozumieć, jak taki konflikt może wyglądać, powinien przeczytać "Wojny walutowe".
Ta książka wyszła nawet niedawno po polsku...
I bardzo dobrze. Napisał ją James Rickards, ekonomista i finansista z kilkudziesięcioletnim rynkowym doświadczeniem. Pomysł na nią zrodził się pod wpływem symulacji zorganizowanej latem 2008 r. przez nasz Departament Obrony. Chodziło o to, by sprawdzić, jaki wpływ ma międzynarodowa działalność finansowa na bezpieczeństwo Ameryki i czy przygotowani jesteśmy na wybuch wojny walutowej. Rickards był jednym z niewielu ekspertów spoza światka wojskowych, których do tej symulacji dopuszczono.
Jakie przyjęto założenia?
Podzielono świat na bloki walutowe: euro, dolara, juana, rubla oraz azjatycki i latynoamerykański. Te dwa ostatnie tworzyły państwa z tych kontynentów, które choć nie mają wspólnej waluty, to - jak założono - zapewne będą wspólnie działać. W przeciwieństwie do symulacji czysto militarnych nie było tu naturalnych wrogów i tradycyjnych sojuszy, bo przecież każdy z każdym cały czas gospodarczo i walutowo konkuruje. Bloki wzajemnie się obserwują i natychmiast reagują na swoje ruchy. Do tego w grze uczestniczyły nie tylko państwa, lecz także niezależni inwestorzy.
Ale w końcu symulowana wojna wybuchła?
Tak. Bo w jednym z pierwszych posunięć Rosja zaproponowała odejście od dolara jako światowej waluty rezerwowej. W zamian zaproponowała przestawienie się na coś w rodzaju koszyka dóbr, co jest pomysłem skądinąd rozsądnym i moim zdaniem w dłuższym okresie wręcz nieuchronnym.
Rosja zaczęła, a potem...
Efekt takiego posunięcia był natychmiastowy. Nastąpiło przetasowanie w alokacji globalnych zasobów finansowych. Ruszyły ceny paliw i żywności, w ślad za nimi spirala deflacyjna. Podobno zaskoczenie amerykańskich wojskowych na wynik tej gry było olbrzymie. Okazało się, że Ameryka jest na taką wojną kompletnie nieprzygotowana.
Myślisz, że od tamtej pory coś się zmieniło?
Jeśli nawet, to na gorsze, bo znacząco skomplikowała się globalna sytuacja gospodarcza. Dziś wiemy np., że większość banków centralnych to bankruci. Takie instytucje jak Fed czy EBC włączyły się w obłędną politykę wspierania rządowych wydatków i już dawno przekroczyły wszelkie bezpieczne granice. Teraz nie mają już innego wyjścia, muszą zwiększać podaż pieniądza. Bo wiedzą, że jak tego nie zrobią, to uderzy deflacja i dobrobyt większości ludzi w starym świecie zmniejszy się o połowę. Ale to jest jak heroina. Ciągle musisz brać więcej, żeby osiągnąć ten sam chwilowy efekt. W tej sytuacji zagrożenie chaosem i wybuchem wojny walutowej jest jeszcze większe niż w czasie, gdy Rickards pisał książkę. Zwłaszcza że - moim zdaniem - dzień, w którym ktoś podważy prymat dolara, zbliża się wielkimi krokami.
Jak zwykle u Matthew Tyrmanda: pesymizm. Doktor Zagłada Nouriel Roubini jest przy tobie optymistą.
Po prostu nastały czasy, w których wyraźnie widać, że polityka ekonomiczna i bezpieczeństwo międzynarodowe są ze sobą splecione, i to tak bardzo, jak nigdy przedtem. Świetnym przykładem jest choćby arabska wiosna. Przecież to nieodpowiedzialna polityka fiskalna USA była jedna z naważniejszych przyczyn, które doprowadziły do tamtego przesilenia.
Aż tak?
Niepohamowana emisja pieniądza doprowadziła do globalnej inflacji, która zaowocowała wzrostem cen żywności. A takie przesunięcia na rynkach najmocniej uderzają właśnie w kraje biedne. I ruszyło. Najpierw w Tunezji, potem w innych krajach. I to jest największe zakłamanie rządu Stanów Zjednoczonych. Mówimy chętnie o prawach człowieka i prezentujemy się jako ich globalny strażnik. Ale z drugiej strony prowadzimy nieodpowiedzialną politykę zadłużenia, kompletnie nie zastanawiając się, jakie skutki może ona przynieść dla wszystkich.
@RY1@i02/2013/236/i02.2013.236.00000280a.802.jpg@RY2@
wojtek górski
Matthew Tyrmand, ekonomista i inwestor, mieszka w Nowym Jorku, w Polsce ukazała się jego książka "Jestem Tyrmand. Syn Leopolda"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu