Gospodarce szkodzą sankcje, a także mocny złoty
Początkowo bagatelizowane konsekwencje konfliktu ukraińskiego zaczynają mieć coraz większy negatywny wpływ na krajową gospodarkę. Wpływ ten nie ogranicza się jednak wyłącznie do sektorów, których produkcja została objęta przez rosyjskie sankcje (tutaj głównym poszkodowanym jest rolnictwo i przemysł spożywczy). Można wymienić też kilka innych kanałów, którymi kryzys będzie w najbliższych kwartałach wpływał na obniżenie tempa wzrostu PKB. Nie mniejsze znaczenie dla wyników gospodarczych niż nałożone przez Rosję embargo ma pogorszenie dostępu do kredytu handlowego za sprawą wzrostu ryzyka kredytowego. Wymianie handlowej szkodzi również umacnianie się naszej waluty do hrywny czy rubla.
Jeśli porównamy średni kurs krajowej waluty do rosyjskiego rubla czy ukraińskiej hrywny z tego roku do średniego kursu z roku zeszłego, to mamy do czynienia z umocnieniem złotego odpowiednio o 12,1 proc. i 25 proc. Już samo tak silne umocnienie się złotego oznacza istotne zmniejszenie marż i przychodów całkiem sporej grupy firm. Według bazy danych handlu zagranicznego GUS sprzedaż do Rosji i na Ukrainę (liczona w złotych) miała 6,7 proc. udziału w krajowym eksporcie w 2013 roku. Pamiętać jednak warto, że ten sam efekt dotknie także handlu z Białorusią (kolejne 1,0 proc. udziału).
Problem kursowy (o którym informowały firmy w ostatnim badaniu PMI) to nie tylko kwestia Ukrainy. Od początku tego roku kłopot z kursem walutowym mają także gracze działający na innych rynkach. Złoty w ujęciu średniorocznym tylko nieznacznie osłabił się do euro (0,6 proc.), ale za to całkiem sporo umocnił się do węgierskiego forinta (4,0 proc.), szwedzkiej korony (4,5 proc.) czy czeskiej korony (6,0 proc.). Łącznie te kraje odpowiadają za 9,4 proc. polskiego eksportu, są też one często konkurentami krajowych firm na rynku rosyjskim. To też może po części tłumaczyć fakt, czemu w ankietach koniunktury już od połowy II kw. można było znaleźć informacje o spodziewanym ograniczeniu zamówień zagranicznych.
Negatywne oddziaływanie powyższych czynników zostanie wsparte przez wzrost ryzyka kredytowego skutkujący pogorszeniem dostępu do kredytu handlowego. Ponadto zobaczymy efekty mnożnikowe - część producentów zmniejszy skalę inwestycji czy zatrudnienia, a to przełoży się na spadek konsumpcji i zakupów dóbr pośrednich. Nie ulega wątpliwości, że pośrednio "dostanie się" producentom z powodu spadku popytu z innych krajów dotkniętych rosyjskimi sankcjami.
W tej sytuacji chyba trudno będzie znaleźć kogoś, kto uwierzy, że kryzys w małym stopniu odbije się na sferze realnej. Powyższy obraz skłania do wniosków, że negatywne skutki dla wzrostu gospodarczego mogą być poważniejsze niż wynikające z "liczenia na palcach" 0,6 pkt proc., będące pochodną prostego przemnożenia obecnego spadku eksportu do Rosji i na Ukrainę przez jego udział w PKB.
Więcej odwagi powinna wykazać także Rada Polityki Pieniężnej, która zdaje się nie dostrzegać żadnych kłopotów poza przejściową letnią deflacją. Może należy zacząć godzić się z myślą, że silne umocnienie złotego, o którym mówili członkowie RPP jako o jednym z warunków decyzji o obniżkach stóp, nastąpiło, zaś utożsamianie siły krajowej waluty z relacją złotego do euro to zbyt duże uproszczenie.
Zarysowany powyżej obraz pokazuje, że skutki kryzysu ukraińskiego mogą być nie tylko głębsze, lecz także bardziej długotrwałe, niż do tej pory sądzono. Ponadto oczekiwanie na mannę z nieba w postaci środków europejskich, które rozwiążą za radę problem zbyt niskiej inflacji, może nie być optymalną strategią.
@RY1@i02/2014/159/i02.2014.159.000000400.802.jpg@RY2@
Konrad Soszyński strateg rynku obligacji w PKO BP
Konrad Soszyński
strateg rynku obligacji w PKO BP
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu