Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Jeszcze nie gramy w światowej ekstraklasie

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Na koniec czerwca tego roku wartość naszych krajowych obligacji rządowych w portfelach inwestorów zagranicznych sięgnęła, bagatela, 200 mld zł. Delikatnie mówiąc jest to całkiem spora kwota. Jednak ciekawy jest nie tyle sam poziom (i tak robiący duże wrażenie), ile również tempo i okoliczności zmian w tym obszarze. Przypomnijmy bowiem, że pod koniec 2007 r., czyli na początku obecnego, ciągnącego się już parę lat, kryzysu wielkość ta wynosiła jedynie niespełna 75 mld zł.

Oczywiście malkontent może powiedzieć, że przyrost powyższy, rozłożony w tak długim czasie, nie jest specjalnie imponujący. Szczególnie że w minionych latach, przy prasach drukarskich amerykańskiej Rezerwy Federalnej pracujących na pełnych obrotach, ocean świeżego pieniądza zalał całą światową gospodarkę. Zgoda, spójrzmy jednak na powyższe zjawisko z nieco szerszej perspektywy. Wzrost zagranicznego zaangażowania na polskim rynku obligacji miał miejsce w szalenie niesprzyjających okolicznościach. Najpierw kryzys na amerykańskim rynku nieruchomości, potem upadek banku Lehman Brothers, następnie kryzys w Grecji i finalnie ryzyko globalnej recesji i deflacji.

Pomimo tak licznych i tak różnorodnych zagrożeń do Polski wpływał szeroki strumień inwestycji portfelowych. Dlaczego? Bo w tak kryzysowych warunkach bardziej niż zwykle zaczęły liczyć się stabilność, wypłacalność i w ogóle szeroko pojęte bezpieczeństwo. A Polska te przymioty posiadała. Po pierwsze, stabilne fundamenty: nieraz okazywało się, że nawet jeśli wokół szalała recesja, nasz PKB potrafił utrzymać się na plusie. Po drugie, dobra sytuacja płatnicza: wysokie rezerwy walutowe wraz z solidnym napływem unijnego pieniądza sugerowały, że nawet w trudnych czasach Polska nie będzie mieć problemów z wypłacalnością. I po trzecie wreszcie, cokolwiek się działo, Polska zawsze znajdowała się daleko od epicentrum kryzysu - i geograficznie, i gospodarczo, i finansowo.

Wydaje się, że powyższe przesłanki wyczerpująco definiują temat przyczyn wzmożonego zainteresowania polskim rynkiem finansowym. Niemniej jednak trudno powstrzymać się od ciekawego pytania. Mianowicie, czy tak znaczny napływ kapitału nie sygnalizował aby również i tego, że w oczach zagranicznych inwestorów Polska przesunęła się z grupy (chwiejnych i podatnych na zawirowania) rynków wschodzących do grupy (stabilnych i wiarygodnych) rynków rozwiniętych?

Niestety, nadzieje takie rozwiewają się dość szybko. Wystarczy popatrzeć na to, co działo się w ubiegłym roku, gdy Fed zaczął zapowiadać stopniową redukcję dodruku pieniądza. Albo na to, co działo się całkiem niedawno, gdy rynki zaczęły spekulować o możliwym wcześniejszym rozpoczęciu cyklu podwyżek stóp procentowych w USA. W obu przypadkach złoty tracił, a na rynku obligacji mieliśmy wyprzedaż. Czyli gdy rośnie awersja do ryzyka, to Polska, niestety, traci wraz ze wszystkimi rynkami wschodzącymi. Czyli, jeszcze inaczej, gdy w gospodarce światowej pojawiają się istotne zmiany reguł gry, a globalny sentyment wyraźnie słabnie, to nasz awans do grupy bardziej stabilnych rynków i gospodarek szybko okazuje się bardziej niż iluzoryczny.

Tym samym miał rację jeden z moich kolegów (notabene doświadczony wyjadacz rynkowy), który dawno, dawno temu zapytany o to, czy dla inwestorów jesteśmy rynkiem wschodzącym, czy rozwiniętym, odpowiedział salomonowo, że gdy sytuacja jest dobra, traktowani jesteśmy jak rynek rozwinięty, a jak sytuacja się mocno pogarsza, traktowani jesteśmy jak rynek wschodzący. Jak widać, opinia ta również dziś niewiele traci na aktualności. A dla wszystkich użytkowników rynków finansowych ma to całkiem istotną implikację. Mianowicie nie można rezygnować z rynkowej czujności w dobrych czasach - gdy sytuacja jest bardzo stabilna, a wszyscy traktują Polskę jak (prawie) rynek rozwinięty. Bo nie wiadomo, kiedy przydarzy się kolejny minikryzys, który zepchnie nasze rynki finansowe z powrotem w objęcia dużej zmienności.

@RY1@i02/2014/158/i02.2014.158.00000130b.802.jpg@RY2@

Marcin Mróz główny ekonomista BNP Paribas Bank Polska

Marcin Mróz

główny ekonomista BNP Paribas Bank Polska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.