Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

To rynki tworzą politykę

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Na Zachodzie demokracja jest w odwrocie. Tam gdzie ten proces postępuje, jej rolę przejmuje właśnie rynek finansowy

Z Piotrem Kuczyńskim rozmawia Rafał Woś

Czy rynki boją się wybuchu wojny w Europie?

Już nie. Był taki moment na początku marca, kiedy się przestraszyły, ale też nie jakoś przesadnie. Im dalej były od źródła konfliktu, tym podniecenie było mniejsze. Najbardziej poleciała giełda rosyjska, trochę mniej polski WIG20, a jeszcze mniej niemiecki Dax. Ameryka prawie w ogóle nie odczuła zamieszania na Krymie. Z kolei największe odbicie można było odnotować w czasie orędzia prezydenta Władimira Putina, kiedy z jego ust padły zapewnienia, że dalszych interwencji na Ukrainie nie będzie. Giełdy w to błyskawicznie uwierzyły.

Myślenie życzeniowe?

Pewnie tak. Bo ja nie wierzę, by Rosja zatrzymała się na Krymie. Przecież Międzynarodowy Fundusz Walutowy może zafundować Ukrainie tak bolesną terapię, po której wschód kraju sam zacznie dryfować w stronę Rosji. Tak czy inaczej starcie między Zachodem a Rosją się rozpoczęło, a teatr działań znajduje się za naszą wschodnią granicą. To starcie było nieuchronne, bo czas integrowania Moskwy ze strukturami euroatlantyckimi skończył się na dobre. Był taki krótki czas w latach 90., gdy Rosja Jelcyna gotowa była zrobić wiele, by Zachód ją przyjął i postawił na nogi. Ale dla Zachodu to było wtedy zbyt wielkie wyzwanie. Okno możliwości się zamknęło i dziś mamy mniej lub bardziej otwartą konfrontację. To jest już jednak analiza geopolityczna. I trudno oczekiwać, by rynki rozumowały wedle jej prawideł. Aby zrozumieć, co się dzieje, nie ma co obserwować rynków, tylko czytać dobre książki.

Jakąś by pan polecił?

Czytam teraz "Świat 2040" Andrzeja Lubowskiego.

Książka ma w podtytule mało pocieszające pytanie "Czy Zachód musi przegrać?".

Ale akurat na to intrygujące pytanie autor nie daje odpowiedzi. Bo jego książka to przegląd aktualnej sytuacji geopolitycznej, coś na kształt oceny szans i zagrożeń stojących przed każdym z wielkich mocarstw. Na przykład Chiny - z jednej strony dążenie do hegemonii gospodarczej, z drugiej problemy demograficzne związane z polityką jednego dziecka. Podobnie Ameryka - nie jest oczywiście tak, że musi ona oddać pozycję supermocarstwa, ale stanie się tak, jeżeli Waszyngton nie opanuje pewnych tendencji odśrodkowych. Według podobnej logiki analizowane są Europa, Indie czy Japonia. Mamy u Lubowskiego tylko jeden wyjątek od tego schematu.

Kogo?

Rosję. U Lubowskiego obraz tego mocarstwa składa się z samych minusów. Trochę jak w niedawnej wypowiedzi amerykańskiego polityka Johna McCaina, dla którego Rosja to nie jest normalne państwo, tylko "stacja benzynowa z bronią atomową". A trzeba powiedzieć, że jest to książka napisana i wydana przed kryzysem ukraińskim. W książce "Świat 2040" brakuje mi jeszcze jednego kluczowego elementu.

Jakiego?

W analizach Lubowskiego w ogóle nie ma rynków finansowych. To dziwne, że ekonomista, który pracował na wysokich stanowiskach w amerykańskim Citibanku i Visie, w ogóle tego wymiaru współczesnej polityki światowej nie widzi. To ewidentny brak, bo moim zdaniem - a siedzę w tym biznesie od lat - rynki finansowe wpływają na większość wydarzeń politycznych, jeśli wręcz nie kierują nimi. A na Zachodzie demokracja jest w odwrocie. I zastępuje ją właśnie rynek finansowy.

@RY1@i02/2014/061/i02.2014.061.00000280a.802.jpg@RY2@

Szymon Łaszewski

Piotr Kuczyński główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.