Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Islandia myśli o pełnym zatrudnieniu

1 lipca 2018

Jako pierwsza w Europie padła ofiarą kryzysu gospodarczego, teraz z niego szybko wychodzi

Podczas gdy w Unii Europejskiej bezrobocie jest na poziomie dwucyfrowym, Islandia zamierza je sprowadzić do 2 proc. A ponieważ także pod względem wzrostu gospodarczego leżąca na Atlantyku wyspa wyprzedza resztę kontynentu, coraz bardziej uzasadnione jest pytanie, czy jej metoda walki z kryzysem nie była lepsza.

W zeszłym tygodniu islandzki urząd statystyczny podał, że bezrobocie w grudniu wyniosło 4,4 proc. Choć jest to mniej niż w jakimkolwiek państwie UE (najlepsza sytuacja jest w Austrii, gdzie według Eurostatu bez pracy w listopadzie było 4,8 proc. osób), dla islandzkiego rządu jest to wciąż za dużo.

"Politycy zawsze muszą się o coś martwić. Chcielibyśmy, żeby bezrobocie z obecnego poziomu ponad 4 proc. zeszło do 2 proc. To może brzmieć dziwnie dla innych zachodnich państw, ale Islandczycy nie są przyzwyczajeni do bezrobocia" - powiedział w wywiadzie premier tego kraju Sigmundur Gunnlaugsson.

Zanim jesienią 2008 r. krach systemu bankowego nie doprowadził Islandii do bankructwa, bezrobocie w tym kraju oscylowało właśnie wokół 2 proc. Ale nawet w szczytowym momencie jego wartość wyniosła 9,2 proc., podczas gdy w Grecji czy Hiszpanii wciąż przekracza 25 proc., a w Irlandii, która też jest wskazywana jako przykład udanego wyjścia z kryzysu, jest to 12,4 proc.

W odróżnieniu od innych państw zachodniej Europy Islandia nie próbowała ratować zadłużonych banków, lecz pozwoliła im upaść. W zasadzie to nawet nie miałaby z czego ratować, bo ich długi były dziesięciokrotnie większe od całego PKB Islandii. Wprawdzie Islandia wpadła w głęboką recesję, poziom życia mieszkańców znacząco spadł, a warunkiem pomocy finansowej z Międzynarodowego Funduszu Walutowego były oszczędności, jednak dzięki temu budżet nie został obciążony długami banków, poziom wydatków na świadczenia socjalne nie zmniejszył się w istotny sposób, a państwo, odgrywając aktywną rolę w gospodarce, cały czas wspierało wzrost. Efekt jest taki, że według prognoz islandzka gospodarka urośnie w tym roku o 2,7 proc., a w przyszłym o 2,8 proc., podczas gdy dla Unii Europejskiej te wskaźniki wynoszą odpowiednio 1,4 proc. oraz 1,9 proc. A wraz ze wzrostem gospodarczym zaczęły powstawać nowe miejsca pracy i powrót do stanu niemal pełnego zatrudnienia jest na Islandii realny.

Inna sprawa, że historia islandzkiego sukcesu ma też swoją ciemną stronę. Klientami banków byli w większości obywatele innych państw, głównie Brytyjczycy i Holendrzy, i to ich depozytów islandzki rząd nie chciał ratować. Rządy w Londynie i Hadze, które wypłaciły swoim obywatelom utracone pieniądze, na razie nie zdołały wymóc na Islandii zwrotu tych pieniędzy - jej mieszkańcy dwukrotnie odrzucili w referendum porozumienie w tej sprawie, a rządzący od kwietnia premier Gunnlaugsson chce negocjować umorzenie części tych długów. Nawet jeśli się to uda, to Islandia jeszcze długo będzie odzyskiwać wiarygodność w oczach inwestorów. Rentowność jej 10-letnich obligacji wynosi obecnie 6,6 proc., podczas gdy Irlandii, której problemy też zaczęły się od banków - 3,32 proc.

4,4 proc. według islandzkiego urzędu statystycznego tyle wynosiło bezrobocie w grudniu 2013 r.

2,7 proc. wzrostu gospodarczego w tym roku prognozuje dla Islandii OECD

4,6 mld dol. wynosił pakiet pomocowy MFW przyznany Islandii w listopadzie 2008 r.

Bartłomiej Niedziński

bartlomiej.niedzinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.