To był naprawdę duży SKOK
Mamy swój rodzimy kryzys finansowy. Na szczęście nie tak wielki, jakiego ofiarą padł cały świat ponad sześć lat temu. Upadek SKOK Wołomin to nie to samo, co upadek Lehman Brothers. Ale kryzys, do jakiego doszło w systemie SKOK, będzie i tak kosztował podatników kilka miliardów złotych. Zapłacimy za niekompetencję i drapieżność twórców parabankowego systemu oraz brak odwagi cywilnej rządzących polityków.
Ile dokładnie? W środowisku bankowym mówi się, że na wypłaty gwarantowanych depozytów pójdzie od 4 do 5 mld zł. Kwoty te wynikają z prostego rachunku - w całym sektorze SKOK było na koniec września 10,3 mld zł kredytów, a ok. 40 proc. nie jest spłacanych. W całym sektorze bankowym kredyty zagrożone stanowią 7,1 proc. portfela.
Tę dziurę trzeba będzie zasypać pieniędzmi z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, żeby gwarantowane depozyty w SKOK-ach zostały wypłacone. Pytanie tylko, czy dziura się powiększy. I w jakim stopniu. Według zarządcy komisarycznego SKOK Wołomin, kasy postawionej już w stan likwidacji, niespłacane kredyty stanowią tam 80 proc. Przypomnijmy jednak, że doszło tam do zwykłych wyłudzeń. Prokuratorskie zarzuty mówią o 300 mln zł.
Kwotę, która pójdzie na wypłatę gwarantowanych depozytów, trzeba będzie potem pomniejszyć o to, co zostanie odzyskane w wyniku windykacji niespłacanych kredytów. Można przypuszczać, że nie będzie to więcej niż ok. 10 proc. ich wartości. Na dodatek nie wiemy, czy umowy nie zobowiązują SKOK-ów do sprzedaży złych kredytów spółkom luksemburskiego SKOK Holding. Jeśli tak jest, straty na kredytach pozostaną w kraju, a tam przeniosą się zyski z windykacji.
Spółki należące do SKOK Holding zaczęły powstawać niemal natychmiast, gdy w 2009 r. została uchwalona ustawa oddająca system kas pod nadzór Komisji Nadzoru Finansowego. Wtedy nastąpił transfer majątku kas do spółek zgrupowanych w SKOK Holding. Czy można było temu zapobiec? Prawdopodobnie wystarczyło zapisać w ustawie obowiązek stosowania procedur przetargowych na świadczenie kasom usług. Ustawodawcy zabrakło wyobraźni. Od uchwalenia ustawy do jej wejścia w życie i związanego z tym objęcia SKOK-ów nadzorem minęły trzy lata. Wystarczyło czasu na stworzenie zyskownego systemu spółek, który nie dzieli z kasami ani ryzyka, ani strat.
To ryzyko w systemie SKOK narastało już w połowie ubiegłej dekady. Pisały o nim media. Kasy powstały na początku transformacji jako spółdzielnie samopomocowe, działające na niewielkim obszarze, wśród ludzi, którzy się znają. Odkładali drobne oszczędności, żeby móc zaciągnąć pożyczkę na czarną godzinę. Żeby przetrwać do pierwszego. Do końca września 2014 r. SKOK-i udzieliły 749 kredytów o wartości powyżej miliona złotych. Niekoniecznie tym, którym brakowało miliona do pierwszego. Jaki to miało związek z pierwotną ideą działalności samopomocowej?
Menedżerowie SKOK postanowili przekształcić szlachetną inicjatywę w system parabankowy. Część kas zaczęła prowadzić regularną działalność depozytowo-kredytową, wykorzystując swój spółdzielczy status do tego, żeby uniknąć publicznego nadzoru. Ale przede wszystkim ta działalność prowadzona była przy braku wystarczających kompetencji w zarządzaniu ryzykiem, szczególnie ryzykiem kredytowym.
Czołowym menedżerem SKOK był obecny senator Prawa i Sprawiedliwości Grzegorz Bierecki. Jego spółki są sponsorami wielu politycznych i medialnych inicjatyw tej partii. Bierecki od 1992 do 2012 r. był prezesem Krajowej Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej, organu sprawującego kontrolę nad system SKOK. Był nim do czasu, aż nadzór nad kasami objęła KNF. Wkrótce potem zasiadł w zarządzie SKOK Holding.
Umowy kas ze spółkami SKOK Holding to główny powód, dla którego banki nie chcą przejmować kas. Nie wiedzą, co w nich jest, jakie - oprócz standardowej restrukturyzacji kredytów - biorą na siebie jeszcze zobowiązania. - Mogę zgodzić się na straty w imię jakiegoś wyższego celu, ale muszę mieć możliwość je oszacować. Gdybym przejął SKOK, dopiero później zorientowałbym się, jaka będzie skala strat. To byłoby zupełnie nieprofesjonalne - mówi prezes dużego banku.
Drugi powód to niechęć angażowania się w wojnę polityczną wokół SKOK. Niestety, nie sposób o kasach mówić bez poruszania tego wątku. To właśnie polityka zaciążyła na tym, że państwo pozwoliło na narastanie ryzyka w systemie SKOK, wyprowadzenie majątku, a potem na zmaterializowanie się tego ryzyka. Rząd - w obawie przed polityczną nagonką - zwlekał z poddaniem kas kontroli, a gdy KNF ją przejęła, były tam już tylko ruiny. Trudno się dziwić, że żadna prywatna instytucja nie chce teraz ponosić tego konsekwencji.
Banki nie chcą przejmować kas, bo nie wiedzą, co w nich jest, jakie poza standardową restrukturyzacją kredytów wzięłyby na siebie zobowiązania. No i nie chcą się angażować w wojnę polityczną
@RY1@i02/2015/006/i02.2015.006.000001200.803.jpg@RY2@
Jacek Ramotowski dziennikarz Obserwatora Finansowego
Jacek Ramotowski
dziennikarz Obserwatora Finansowego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu