Młodsi emeryci nadwyrężają budżet państwa
ZUS Większa liczba osób uprawnionych do poboru wcześniejszych świadczeń to duży koszt dla finansów publicznych. Pytanie, czy nie śmiertelnie duży
Jak wynika z Aktualizacji Programu Konwergencji, obniżenie wieku emerytalnego do 60 i 65 lat już od początku 2017 r. oznaczałoby koszt dla budżetu państwa na poziomie 8,6 mld zł w 2017 r. i aż 10 mld zł w 2018 r.
Ale gdyby zmiany proponowane przez prezydenta weszły w życie w połowie przyszłego roku, wydatki z tego tytułu wzrosłyby w 2017 r. już "tylko" o 4 mld zł, a w 2018 r. - o 5 mld. Gdyby z kolei reforma zaczęła obowiązywać - jak chce rząd - od ostatniego kwartału przyszłego roku, to w 2017 r. potrzeba byłoby dodatkowych 2 mld zł, a w 2018 r. - minimum 6,5 mld.
Żeby zminimalizować koszty, rząd rekomenduje też, aby możliwość wcześniejszego przechodzenia na emerytury rolnicze wygasła w 2017 r., zgodnie z obowiązującymi przepisami (prezydent chciał wydłużenia tego terminu).
Jednak bez względu na to, który scenariusz ostatecznie zostanie zrealizowany, jedno nie ulega wątpliwości: dla resortu finansów będzie się liczył każdy zaoszczędzony grosz. Bo w przyszłym roku w pełnej wersji zadziała program 500+, co oznacza, że tylko z tego tytułu wydatki wzrosną z 17 do ponad 22 mld zł.
Już w APK rząd informował Brukselę, że deficyt sektora finansów publicznych wyniesie na koniec przyszłego roku 2,9 proc. PKB. Tymczasem najoszczędniejszy z punktu widzenia państwowej kasy wariant obniżki wieku emerytalnego oznacza przekroczenie dozwolonej granicy deficytu sektora finansów publicznych, która wynosi 3 proc. PKB. Dlatego niemal pewne jest, że decyzja będzie równoznaczna z utrzymaniem podwyższonych stawek VAT, co już sygnalizowali przedstawiciele rządu.
Warto jednak zauważyć, że szacunki resortu finansów dotyczące kosztów reformy są bardziej pesymistyczne niż te ZUS-owskie. Zakład wyliczył, że obniżenie wieku emerytalnego już od 1 stycznia przyszłego roku uszczupliłoby budżet państwa o 5 mld zł tylko w 2017 r. MF zakłada, że byłoby to 3,6 mld więcej. ZUS wziął jednak pod uwagę, że oszczędności osób, które wcześniej uzyskają prawo do emerytury, trafią w ramach tzw. suwaka do ZUS (stopniowego przesuwania ich oszczędności z OFE do zakładu w ciągu 10 lat przed emeryturą). To jednak tylko jednorazowy zysk.
Na dłuższą metę koszty obniżenia wieku będą sporym obciążeniem dla finansów publicznych. W 2020 r., według ZUS, wydatki na emerytury będą wyższe o blisko 14 mld zł w porównaniu z obecnymi zasadami. W 2030 r. już o 11,6 mld zł, w 2040 r. - aż o 21 mld zł.
Niższy wiek emerytalny oznacza także spore zmiany na rynku pracy. Już dziś widać malejące bezrobocie, co jest efektem sytuacji demograficznej, a wprowadzenie prezydenckiej ustawy ten proces jeszcze przyspieszy. - Obecne roczniki zbliżające się do granicy wieku emerytalnego pochodzą z wyżu powojennego i zatrzymanie tej grupy na rynku pracy jest bardzo ważne. Dotychczasowe doświadczenia związane z wydłużeniem wieku emerytalnego pokazują, że ci ludzie wolą pracować dłużej - twierdzi Piotr Lewandowski z Instytutu Badań Strukturalnych.
Jeśli wiek emerytalny zostanie obniżony zgodnie z propozycją prezydenta, to w 2030 r. liczba osób w wieku produkcyjnym skurczy się aż o 1,3 mln. Tak duży ubytek może negatywnie wpłynąć na PKB. Bo nawet jeśli rządowy program 500+ przyniesie zamierzony efekty i Polki zaczną rodzić więcej dzieci, to skutki tego na rynku pracy odczujemy dopiero w latach 30.
Zdaniem Piotra Lewandowskiego zamiast obniżać wiek, należy wzmocnić politykę rynku pracy adresowaną do osób starszych przez poprawienie pośrednictwa i doradztwa dla nich czy nawet subsydiowanie ich zatrudnienia tak, by nie obawiały się utraty etatu.
Zwolennicy prezydenckiego projektu przekonują z kolei, że jest on w interesie wielu osób, które są blisko granicy wieku emerytalnego i ciężko pracowały w czasach PRL. - Trzeba przyjąć rozwiązania zapewniające świadczenia tym, którzy nie będą mogli dłużej być aktywni zawodowo. Warto także wprowadzić elastyczną możliwość przejścia na emeryturę. Trzeba zastanowić się nad wprowadzeniem rehabilitacji zawodowej - wymienia prof. Józefina Hrynkiewicz, posłanka PiS. Jej zdaniem istotne jest uruchomienie różnych instrumentów wsparcia dla osób w wieku przedemerytalnym.
Z kolei związkowcy oprócz obniżenia wieku konsekwentnie domagają się dodatkowego kryterium stażu. - Bez niego ten kierunek zmian spowoduje, że emerytury pozostaną niskie. Zresztą te propozycje są niespójne z innymi zapowiedziami dotyczącymi OFE, które także mogą prowadzić do obniżenia świadczeń - zauważa Jan Guz, szef OPZZ.
@RY1@i02/2016/139/i02.2016.139.00000040a.801(c).jpg@RY2@
Reforma emerytalna PiS
Grzegorz Osiecki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu