Nasze faktury i muskuły Unii
WYWIAD Pomimo napięć na linii Warszawa-Bruksela rozwiązania takie jak zmniejszenie dotacji nie wchodzą w grę - zapewnia w rozmowie z DGP wiceminister rozwoju Jerzy Kwieciński
Ile pieniędzy z poprzedniej perspektywy UE na lata 2007-2013 jest ciągle zagrożonych?
Tych, na które musimy jeszcze zebrać i przedstawić faktury, jest ok. 3 mld zł, a do certyfikacji do Komisji Europejskiej jest jeszcze ok. 10 mld zł. Ale przypomnę, że startowaliśmy z zagrożonymi ok. 40 mld zł.
Do kiedy Komisja daje nam czas na rozliczenie wszystkich zaległych faktur?
Do końca marca 2017 r. Ale wcześniej, bo już do końca czerwca tego roku, musimy przedstawić wnioski pośrednie, które powinny obejmować także te pieniądze, które były czy są jeszcze zagrożone. Na szczęście widzimy, że wszystkie instytucje rozliczające środki unijne wzięły się ostro do pracy, bo przedstawianych nam faktur do certyfikacji gwałtownie przybywa.
Czy mamy jakiś plan B na wypadek, gdyby nie udało się przedstawić wszystkich faktur?
Mamy zakontraktowane ponad 100 proc. środków przyznanych Polsce na lata 2007-2013. Ta nadwyżka, której wysokość zależy m.in. od kształtowania się kursu złotego wobec euro, stanowi bufor bezpieczeństwa. Jeśli więc jakieś projekty nam wypadną lub pojawią się oszczędności w ostatecznych rozliczeniach, kolejne projekty będą mogły liczyć na dofinansowanie. Mówimy o inwestycjach, które są już gotowe, a teraz możemy przedstawić na nie faktury. Chodzi o projekty, które nie były objęte pomocą publiczną, np. budowa drogi.
Niby Polska jest wielkim zwycięzcą unijnego rozdania na lata 2014-2020, ale jakoś do dziś trudno to odczuć - inwestycje przyhamowały, samorządy wstrzymały się z wydatkami, narzekają też przedsiębiorcy. Kiedy zaczniemy wreszcie czuć efekty pieniędzy płynących z Brukseli?
Uruchamiamy falę konkursów. Do tej pory złożono wnioski na ok. 106 mld zł. Podpisanych umów nie mamy jeszcze zbyt wiele, bo na kwotę prawie 23 mld zł. Ale to oznacza, że zaczyna się ruch. Uważam, że odczuwalny wpływ funduszy unijnych na gospodarkę nastąpi na przełomie trzeciego i czwartego kwartału tego roku.
Jak duże mamy opóźnienia?
W zależności od programu od 6 do 12 miesięcy. Komisja dość późno opublikowała regulacje prawne dla nowej perspektywy, a negocjacje formalnie zakończyliśmy w lutym 2015 r. W tej perspektywie, aby w pełni uruchomić pieniądze europejskie we wszystkich obszarach objętych wsparciem, musimy spełnić warunki wstępne. Jest ich 29 i najczęściej dotyczą kwestii prawnych, takich jak nowelizacja ustawy o zamówieniach publicznych czy nowe prawo wodne. Wszystkie te warunki powinny były być spełnione jeszcze w zeszłym roku, a w dalszym ciągu nie wypełniamy kilku z nich. Prace rządu w wielu obszarach koncentrują się na przekładaniu unijnych dyrektyw na język naszej krajowej legislacji. To spadek, który odziedziczyliśmy. Chcieliśmy szybciej procedować ustawę nowelizującą prawo zamówień publicznych, ale jednocześnie pracujemy tak, by nowe przepisy miały wysoką jakość. To, że pojawił się poślizg, było efektem dyskusji wewnątrz rządu. Gdy projekt trafił do Sejmu, już wiedzieliśmy, że się nie wyrobimy.
Czy napięcia na linii Warszawa-Bruksela mogą nam realnie zaszkodzić, jeśli chodzi o korzystanie z europejskich funduszy? Bo co jeśli KE w ramach kary przykręci nam kurek? Czy to w ogóle możliwe?
Do tej pory takich sygnałów nie mieliśmy, ale trzeba zaznaczyć, że formalnie nie ma przewidzianych żadnych tego typu instrumentów. Unię Europejską charakteryzuje duża stabilność działań. Istnieje silny porządek prawny potwierdzony traktatami i prawodawstwem unijnym. Oczywiście można wprowadzać zmiany, ale nie jest to takie proste, nawet jeśli któryś z polityków jest niezadowolony z obecnego funkcjonowania UE.
W latach 2017-2018 odbędzie się przegląd wieloletnich ram finansowych. Czy urzędnicy z Brukseli, sceptycznie nastawieni do tego, co dzieje się w Polsce, nie potraktują tego przeglądu jako okazji, by dać Polsce nauczkę i przyciąć dotacje?
Takie rozwiązania, jak zmniejszenie dotacji Polsce czy innemu krajowi, nie wchodzą w grę. Zresztą pamiętam, że gdy Węgry miały własne problemy kilka lat temu i presja na ten kraj była nieporównywalnie większa niż teraz na Polskę, wcale nie zabrano im pieniędzy.
Podobno zaczęły się już rozmowy dotyczące przyszłości europejskich funduszy po 2020 r.?
Dyskusję zapoczątkowały kraje Grupy Wyszehradzkiej. W kwietniu w Krakowie odbyło się spotkanie w gronie ministerialnym i eksperckim krajów, które zainteresowane są polityką spójności.
Już wiadomo, że pieniędzy dla Polski będzie mniej niż obecnie?
Kwestie finansowe będą decydowane pod koniec tego dziesięciolecia. Wiele więc zależy od sytuacji geopolitycznej. Ale faktycznie już dziś wiemy na pewno, że tych pieniędzy będzie mniej dla Polski. Dlaczego? Bo będziemy zwyczajnie bogatsi. Regiony takie jak Wielkopolska, Dolny Śląsk oraz Śląsk prawdopodobnie przekroczą pułap 75 proc. średniego PKB na mieszkańca w UE, co oznacza, że wsparcie będzie mniejsze. W tej chwili sytuacja ta dotyczy Mazowsza. Po 2020 r. prawdopodobnie już cztery regiony nie będą kwalifikowały się do zwiększonego wsparcia. W województwach tych mieszka ponad 16 mln osób, czyli blisko połowa ludności Polski, a przypomnę, że liczba mieszkańców jest jednym z kryteriów branych pod uwagę przy podziale funduszy z budżetu UE. ©?
@RY1@i02/2016/109/i02.2016.109.00000150b.802.jpg@RY2@
Wojtek Górski
Jerzy Kwieciński odpowiada w rządzie za fundusze UE
Rozmawiał Tomasz Żółciak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu