Aby iść do przodu, nie można narzekać
ROZMOWA O rozwoju rynku kapitałowego w Polsce mówi Jarosław Dominiak, prezes zarządu Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych
Rynek giełdowy w Polsce miał swoje wzloty i upadki. Na szczęście mogliśmy czerpać z dobrych wzorców i doświadczeń z innych krajów.
Byliśmy świadkami bardzo dynamicznego rozwoju rynku giełdowego w Polsce. Dzięki temu, że mogliśmy czerpać z dobrych wzorców, które już funkcjonowały w innych krajach, nasz rynek był bardzo dobrze przygotowany infrastrukturalnie. Gdy dodać do tego wyjątkową przedsiębiorczość Polaków i chęć poznawania nowych rzeczy, to giełda musiała być wielkim sukcesem. Dlatego też dzięki sprzyjającej koniunkturze zarabiało się na niej łatwo. To przyciągało inwestorów. Potem przyszedł rok 2008 i ogromne tąpnięcie na światowych rynkach finansowych. Oczywiście odbiło się to też na polskiej giełdzie. Nasz rynek podnosił się bardzo, bardzo powoli. To spowodowało stagnację i zmęczenie naszych inwestorów.
I przyczyniło się do mniejszego zainteresowania.
Inwestorów indywidualnych ubywa. Spadek udziału inwestorów indywidualnych jest faktycznie zauważalny, ale nie jest tak źle, jak wielu podkreśla. Wszystko przez to, że mało kto zestawia ich liczbę z wielkością rynku.
Jeśli kiedyś spółek było kilka, a kapitalizacja liczona była w setkach milionów, to 30 proc. inwestorów indywidualnych w tej wartości ma się nijak do 15-proc. udziału w 2010 r. albo jeszcze mniej teraz, gdy kapitalizacja przekracza niespełna bilion złotych.
Z jakimi problemami dziś zmagają się inwestorzy indywidualni?
Z rozmów z inwestorami można wysnuć wniosek, że obecnie mamy jeden z gorszych okresów na polskiej giełdzie. Niestety zachęt do inwestowania jest mało. Począwszy od wizerunku rynku, na atmosferze kończąc. Jeszcze niedawno mieliśmy powód do dumy, że rynek nam się udał, że jesteśmy liderem w regionie, bijemy rekordy w IPO, organizacja jest świetna. To było coś pozytywnego. Niestety od momentu reformy OFE decydenci postanowili, deprecjonując giełdę, przekonywać Polaków do ZUS-u. Przy okazji zaczęły pojawiać się określenia, że giełda to kasyno czy szulernia, i to nawet w mediach mainstreamowych. Do tego doszły nie najlepsza koniunktura i mniejsze zyski. Dwa, trzy lata takiej flauty, choć niespodziewanej, można przetrwać. Dziś jednak nawet bardzo wytrawni inwestorzy, którzy na rynku są od początku, twierdzą, że sentyment do rynku, możliwości zarobkowania to jedno, ale czynniki pozafinansowe to już niekoniecznie. Pojawia się tu efekt domina, polityka wita się z giełdą w najgorszym tego słowa znaczeniu.
Sam prezes Wiesław Rozłucki wielokrotnie podkreślał, że inwestorzy przetrwali okresy hossy, bessy, lepsze i gorsze momenty, bo cały czas giełda była chroniona od polityków. Ci nie ingerowali w nią, uważając, że gospodarka wolnorynkowa się obroni. Niestety wraz z reformą OFE to się zmieniło. Do tego dochodzi zamieszanie z pomocą frankowiczom, wciska się nierentowne aktywa kopalń innym firmom giełdowym. Takie polityczne zagrywki bardzo źle odbijają się na giełdzie. Wpływa to na kursy walut, na eksporterów. Wyjątkowo szybko rośnie niepewność.
Gdy dodamy do tego możliwość dalszego demontowania OFE, to ciężko doszukiwać się pozytywów i unormowania sytuacji. Inwestor nie boi się ryzyka rynkowego, mniej lub bardziej skutecznie potrafi je zdyskontować, ale na skrajnie nieodpowiedzialne ruchy polityczne nie da się często zareagować z wyprzedzeniem. To powoduje ogromne zniechęcenie do inwestowania.
Czy to właśnie dlatego widzimy zmasowaną promocję platform foreksowych?
Nie mam nic do rynku forex, ale dobrze by było, gdyby to była świadoma alternatywa, a nie desperacka ucieczka i szukanie zysków, gdy trudno o nie na rynku akcyjnym. Jeśli jednak stawiamy wszystko na jedną kartę przy maksymalnej dźwigni u brokera, który tego nawet nie zabezpiecza, to jest niemal pewne, że ktoś przegra, i to najczęściej cały zainwestowany kapitał.
Przez pierwsze kilka lat gdy pytaliśmy inwestorów, co ich najbardziej boli, to mówili o psychologii inwestowania, potem o analizie technicznej. O forexie nikt nie myślał. Gdy na giełdzie zaczęło się dziać nie najlepiej, wzrosło zainteresowanie związane z inwestycjami alternatywnymi, perspektywą inwestowania w nieruchomości, a także na rynku forex. To nie dlatego, że się obrazili na rynek akcji, ale dlatego, że giełda nie ma dla nich odpowiedniej oferty. Mali inwestorzy są wyjątkowo mobilni, więc dla nich nie jest problemem całkowite wyjście z jakiejś spółki. To teraz dołóżmy agresywną kampanię platform forexowych, często należących również do biur maklerskich, a te jak wiadomo nie są instytucjami charytatywnymi. Mają natomiast swoich akcjonariuszy, którzy oczekują od nich zysków, a nie trwania. Jeśli nie będą na plusie, to je zamkną. A jeśli w detalicznym obrocie nie mają już zysków, to trzeba iść w coś nowego. Jakie mają wyjście? Proponują platformy forexowe. Wystarczy powiedzieć, że zysk XTB, firmy, która wyrosła na rynku forex jest wyższy niż samej GPW.
A inwestycje na zagranicznych parkietach?
Tego się nie boję tak bardzo. Domeną inwestora indywidualnego będzie zawsze krajowy rynek. Przede wszystkim z powodów językowych. Choć coraz lepiej znamy angielski, to wygodniej jest nam przeczytać raport spółki po polsku. Po drugie koszty transakcyjne przy transakcjach zagranicznych są wciąż zbyt wysokie dla inwestorów indywidualnych. Zgadzam się z tym, że inwestorzy szukają nowych możliwości, i sam widzę zwiększone zainteresowanie zagranicznymi rynkami. Doceniają większą płynność na rynkach zagranicznych. Warto też zaznaczyć, że za granicą, np. we Francji, największe firmy robią kilka razy w roku spotkania w różnych miastach regionu. Ale mowa tu o globalnych markach. W Polsce takich spotkań się nie robi. Nasze spółki nie zabiegają co do zasady o zainteresowanie inwestorów, a już najrzadziej indywidualnych.
Jeśli pojawi się nisza, jakaś perspektywa zrobienia pieniędzy, trochę ustabilizujemy perspektywy inwestowania, to giełda powinna być bardziej powiązana z realną gospodarką.
@RY1@i02/2016/106/i02.2016.106.05000030c.802.jpg@RY2@
Rozmawiał Szymon Ostrowski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu