Dziennik Gazeta Prawana logo

Państwo przejmuje inicjatywę

27 kwietnia 2017
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Globalny kryzys finansowy - który wybuchł prawie 10 lat temu - przyspieszył dyskusję o palącej potrzebie reformy kapitalizmu. I o tym, że rządy nie mogą się już kryć w cieniu

Na początku marca naprzeciw Szarżującego Byka - rzeźby w Nowym Jorku symbolizującej pomyślność rynku finansowego - stanęła mierząca 150 cm statuetka dziewczynki z brązu. Kontrast między ważącym 3,2 tony symbolem hossy a niewielką postacią jest ewidentny, tym bardziej że Dzielna Dziewczynka - jak nazywa się rzeźba - w obliczu zbierającego się do szarży zwierzęcia przyjmuje wyzywającą posturę, wypinając pierś i opierając ręce na bokach.

Interpretacja nasuwa się sama: pomimo ogromnej dysproporcji sił opór zwykłych ludzi względem rynku jest możliwy. Społeczna wymowa tak zestawionych dwóch dzieł sztuki jest jasna, nawet jeśli dziewczynka to element kampanii reklamowej jednej z największych firm inwestycyjnych na Wall Street.

Instalacja pojawiła się w samym sercu finansowej części Manhattanu prawie 10 lat po tym, jak miejsce to stało się zarzewiem największego kryzysu gospodarczego w powojennej historii świata. Przyspieszył on pojawienie się refleksji, że pieczołowicie budowany po wojnie system przestał być korzystny dla wszystkich. W ślad za nią przyszły pytania o to, jakiego kapitalizmu właściwie chcemy, jak wolny powinien być wolny rynek, jak uporać się z nierównościami.

Chociaż to państwa wzięły na siebie kryzysowy rachunek, to paradoksalnie są jego największymi beneficjentami. Kryzys zmusił państwo do wyjścia z cienia. Nie ma być już wyłącznie drugoplanowym graczem, tylko przejąć gospodarczą inicjatywę. Jedynie rządy dysponowały wystarczającymi zasobami, które pozwoliły na przeprowadzenie akcji ratunkowej całych branż: finansowej, ubezpieczeniowej, a w USA również motoryzacyjnej.

Po kryzysie trudno sobie wyobrazić, żeby państwo bezczynnie patrzyło, jak newralgiczna gałąź gospodarki tonie, a wraz z nią miejsca pracy tysięcy osób. Zresztą nawet znana z wolnorynkowego zapału Margaret Thatcher przez wiele lat znosiła dosypywanie pieniędzy do brytyjskiej motoryzacji, rozumiejąc, że jest to sektor zbyt ważny ze społecznego punktu widzenia dla środkowej Anglii.

Po kryzysie nie tylko więcej oczekujemy od państwa, ale też bardziej je doceniamy. Kamieniem milowym w tym procesie była książka brytyjskiej ekonomistki Mariany Mazzucato "Przedsiębiorcze państwo" zbierająca przykłady zaangażowania publicznego grosza w wiele wynalazków, które dały początek całym branżom. Technologia cyfrowego asystenta, któremu można wydawać komendy za pomocą głosu, rozpoczęła swój żywot jako program mający na celu zbadanie możliwości wyposażenia w coś takiego żołnierzy na polu walki, a który był finansowany ze środków amerykańskiej Agencji Zaawansowanych Projektów Badawczych Obrony (DARPA). Zresztą za stworzenie Siri odpowiadali ci sami ludzie, którzy wcześniej prowadzili prace badawcze za pieniądze z DARPA.

Wyszukiwarka Google jest efektem badań Larryego Pagea i Siergieja Brina nad porządkowaniem treści w internecie prowadzonych jeszcze w czasach studenckich ze środków pochodzących z grantów dla młodych badaczy. Cała dziedzina biotechnologicznego biznesu nie byłaby możliwa, gdyby nie badania podstawowe nad genetyką - finansowane oczywiście ze środków publicznych.

Mazzucato nie wymienia wszystkich możliwych przykładów, które można by mnożyć. Chociażby mysz komputerowa, która zaczęła swój żywot jako efekt grantu dla inżyniera Douga Englebarta na poszukiwanie nowych metod komunikacji człowieka z komputerem, udzielonego mu pod koniec lat 60. przez poprzedniczkę obecnej DARPA.

Kryzys zachęcił też wielu ekonomistów na świecie do weryfikacji tezy o tym, że przypływ podnosi wszystkie łodzie. Z publikacji takich badaczy jak Thomas Piketty wynika, że nie zawsze tak jest, co w oczywisty sposób zmusza do konkluzji, że obecny system nie niesie ze sobą korzyści dla wszystkich. Otwarte pozostaje pytanie, jak to naprawić. Podstawową odpowiedzią jest to, że wolny rynek nie może być taki wolny, ponieważ potrzebna jest państwowa interwencja, nawet pod postacią mechanizmu redystrybucji.

Otwarte jest także pytanie o rolę biznesu w tych wszystkich przemianach. Prowadzenie działalności gospodarczej generuje różne "koszty zewnętrzne", których same firmy nie ponoszą - bierze je na siebie najczęściej państwo, czy to pod postacią rządów, czy władz lokalnych. Coraz większa świadomość tych kosztów, zwłaszcza jeśli idzie o środowisko, sprawia jednak, że od biznesu oczekuje się w tej kwestii coraz więcej. Coraz więcej oczekuje się także, jeśli chodzi o przedsiębiorstwo jako miejsce pracy - zarówno wśród pracodawców, jak i pracobiorców dojrzewa poczucie, że skoro już spędzamy ze sobą codziennie wiele godzin, to może warto byłoby, żeby nie panowała tam atmosfera jak w kieracie.

Debata na temat kierunku ewolucji, jaką powinien przejść kapitalizm, jest daleka od zakończenia. Temat pojawi się również na najbliższej edycji Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. Przedstawiciele biznesu spotkają się, aby podyskutować o nim podczas panelu "Nowy kapitalizm - ale jaki", który odbędzie się 10 maja w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach.

@RY1@i02/2017/082/i02.2017.082.000001500.801.jpg@RY2@

fot. Mark Lennihan/AP

Dzielna Dziewczynka kontra Szarżujący Byk: opór zwykłych ludzi wobec rynku jest możliwy

Jakub Kapiszewski

jakub.kapiszewski@infor.pl

@RY1@i02/2017/082/i02.2017.082.000001500.802.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.