Jesteśmy odporniejsi na walutowe wstrząsy
Tak niskiego udziału długu zagranicznego w zadłużeniu Skarbu Państwa jak na koniec 2018 r. nie było od ośmiu lat
Coraz mniej obligacji i kredytów w obcych walutach. Według danych Ministerstwa Finansów na koniec 2018 r. udział tego typu zadłużenia w portfelu Skarbu Państwa spadł poniżej 30 proc. i wyniósł 29,4 proc. Jeszcze na koniec 2016 r. było to 34,4 proc. Tak niskiego poziomu nie było od końca 2010 r., gdy dług zagraniczny stanowił 27,8 proc. całości.
To spory sukces, bo zmniejszenie udziału udało się osiągnąć mimo osłabienia złotego. W ubiegłym roku stracił on 8,8 proc. wobec dolara i 3,1 proc. względem euro. Zwykle im słabsza krajowa waluta, tym większa zagraniczna część długu, co wynika z prostego przeliczenia jej wielkości, np. z euro i dolarów na złote. Tym razem stało się inaczej.
Główny powód to wstrzemięźliwość resortu finansów w emisjach zagranicznych obligacji. W ubiegłym roku nie przeprowadzono ani jednej takiej. Polska sprzedała jedynie green bonds, czyli zielone obligacje, z których pozyskane środki muszą być przeznaczone na wydatki związane z ochroną środowiska. Inwestorzy zakupili 8,5-letnie papiery warte 1 mld euro, ale byli gotowi na więcej, bo popyt sięgnął aż 3,25 mld euro.
Jak tłumaczy resort finansów, taki wynik to „efekt wyższych wykupów niż emisji długu nominowanego w walutach obcych”. Dodatkowo – oprócz wykupu obligacji, które zapadają – MF zdecydowało w grudniu 2018 r. o przedterminowym wykupie papierów denominowanych w dolarze amerykańskim, co stało się właściwie standardem w ostatnim miesiącu roku.
Jeszcze kilka lat temu w ramach poszerzania bazy inwestorów resort finansów dość regularnie sprzedawał papiery na rynku euro i dolara oraz w zależności od potrzeb także jena i franka szwajcarskiego. Ostatnia emisja w USA miała jednak miejsce ponad dwa lata temu, w Japonii dług sprzedawaliśmy w 2013 r., a w Szwajcarii w 2015 r.
Pojawiliśmy się za to na rynku chińskim z ofertą panda bonds, czyli obligacji juanowych. Nie dość, że była to pierwsza tego typu transakcja przeprowadzona przez europejskiego emitenta, to sprzedając dług za 3 mld juanów i przeprowadzając operację zabezpieczającą, udało nam się osiągnąć ujemną rentowność tych papierów. Także sprzedaż zielonych obligacji była pionierska, bo byliśmy pierwszym krajem – tym razem na świecie – któremu udała się ta sztuka.
– W ostatnich latach otwierały się na chwilę okienka na przeprowadzenie emisji w mniej standardowych walutach, jak korona norweska czy dolar australijski, albo o dłuższych zapadalnościach rzędu kilkudziesięciu lat, ale podstawowym celem było ograniczanie długu w walutach obcych – twierdzi nasz rozmówca z MF.
Ministerstwo podkreśla, że obniżając udział zagranicznego zadłużenia, udało mu się wypełnić jedno z głównych założeń strategii zarządzania długiem publicznym. Przyjęto w niej m.in., że głównym źródłem finansowania potrzeb pożyczkowych budżetu jest rynek krajowy, a udział długu w walutach obcych zostanie zmniejszony poniżej 30 proc.
MF zapowiada dalsze zmniejszanie części zagranicznej. Dlatego nie należy się spodziewać zmiany podejścia do emisji poza krajem. – Na dzisiaj nie mamy takich planów, ani na ten miesiąc, ani na ten kwartał – mówiła tydzień temu minister finansów Teresa Czerwińska.
MF ma poduszkę walutową, która na koniec grudnia miała wartość ok. 5,1 mld euro. Środki może wymieniać poza rynkiem, czyli w NBP lub bezpośrednio na nim za pośrednictwem BGK. W tym roku na wykupy obligacji musimy przeznaczyć ok. 2,5 mld euro, 1 mld franków szwajcarskich, 2,16 mld dol. USA i wspomniane już 3 mld juanów.
Z perspektywy ministerstwa im mniej zobowiązań w walutach obcych, tym lepiej. Dlaczego? Główny powód to zmniejszanie ryzyka walutowego: im mniej obligacji i kredytów w euro czy dolarze, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że nagłe załamanie na rynku walutowym rozedmie zadłużenie do niekontrolowanych rozmiarów. Ale jest też drugi aspekt, o którym MF wprost nie mówi. To kwestia roli zagranicznego kapitału w finansowaniu potrzeb pożyczkowych, czyli – przede wszystkim – deficytu budżetu państwa.
Strategia resortu ma dwa najważniejsze punkty: im mniejszy udział zagranicy w finansowaniu potrzeb, tym lepiej, bo zbyt duże uzależnienie od obcego kapitału nie jest dobre. Choćby byli to – tak, jak teraz – w większości długoterminowi inwestorzy, którzy w momencie jakiegoś pogorszenia nastrojów na rynkach nie reagują paniczną wyprzedażą, ale lepiej dmuchać na zimne. Około jednej piątej obligacji będących dziś w rękach zagranicy mają banki centralne. Drugi punkt: idealnie by było, gdyby zagranica kupowała przede wszystkim obligacje krajowe w złotych.
– Podczas road show, czyli spotkań z inwestorami na świecie, dostajemy pytania o emisje walutowe i widać, że jest popyt, ale zgodnie z naszą strategią chcemy sukcesywnie zmniejszać udział w tej kategorii długu – mówi nam osoba z MF.
Udział inwestorów zagranicznych w długu krajowym jest niemały, wynosi prawie 30 proc. Ale też systematycznie maleje, bo jeszcze rok temu było to 32 proc. To w połączeniu z malejącym udziałem długu zagranicznego sprawia, że również całościowe zaangażowanie kapitału zagranicznego w dług Skarbu Państwa może być mniejsze niż w 2017 r. Wtedy spadło poniżej 48 proc., co było najmniejszą wartością od 2010 r. (44,6 proc.). Szanse na dalszy spadek są duże, bo już na koniec listopada odsetek ten stanowił 48 proc. A miało to miejsce jeszzcze przed przedterminowym wykupem obligacji w dolarach. ©℗
Mniej zagranicy długu Skarbu Państwa
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu