Dochodowa gastronomia dla zmotoryzowanych
Można wydać kilkadziesiąt tysięcy złotych albo ponad milion. Inwestycja zwykle zwraca się bardzo szybko
W ciągu ostatnich czterech lat liczba osób stołujących się w fast foodach wzrosła o 10 proc. W 2012 r. 40 proc. Polaków przyznawało się do tego, że przynajmniej raz w miesiącu chodzi do takich lokali. W tym roku ten odsetek sięga już 44 proc. - wynika z badań przeprowadzonych przez ARC Rynek i Opinia. To tylko dowodzi, że fast foody, których sprzedaż sięga łącznie kilku miliardów złotych rocznie, wciąż mają przed sobą dobre perspektywy.
Duże miasta są już bliskie nasycenia tego rodzaju lokalami. Osiągnięcie w nich sukcesu, który oznacza rentowność w krótkim czasie, jest więc niezwykle trudne. Co innego obrzeża miast oraz lokalizacje przydrożne, które wciąż świecą pustkami. Z powodu małej konkurencji uzyskanie rentowności w tak położonym biznesie, nawet takim, który kosztował kilkaset tysięcy złotych, następuje po 6-8 miesiącach, czyli w czasie nawet o kilka miesięcy krótszym niż w innych lokalizacjach.
Poszukiwanie odpowiedniego miejsca najlepiej jest rozpocząć od rozmów z właścicielami stacji paliw. Zaledwie kilkaset z 6,7 tys. funkcjonujących na rynku dysponuje własnym lokalem gastronomicznym. Najłatwiej będzie dojść do porozumienia z właścicielem niezależnej stacji. Szczególnie gdy lokal nie będzie uruchamiany pod znanym brandem.
Sieci paliwowe nastawione są na współpracę ze znanymi markami. Dlatego do nich warto się zwrócić gdy chcemy założyć lokal pod logo McDonald’s, czy Subwaya. Obie z marek są zainteresowane otwieraniem lokali przy drogach i trasach szybkiego ruchu. Trzeba tylko dysponować wysokim kapitałem. Subway ocenia koszty inwestycji w standardowej lokalizacji na 300-500 tys. zł. Na stacji mogą być one nieco niższe. By z kolei otworzyć lokal pod marką McDonald’s trzeba dysponować sporymi oszczędnościami. 1,2 mln zł może nie wystarczyć na zakup całego wyposażenia. Krzysztof Kłapa, dyrektor ds. korporacyjnych w McDonald’s Polska, podkreśla jednak, że do spółki należy negocjowanie warunków i wynajem lokalu, który jest potem dzierżawiony przedsiębiorcy. - Uwzględniamy jego preferencje dotyczące regionu i staramy się pozyskać najlepszą dla niego powierzchnię pod biznes - dodaje Kłapa. Nakłady na biznes pod znaną marką są od trzech do nawet ponad dziesięciu razy większe od tych, które wymagane będą na fast food według własnego konceptu.
Kontakt z sieciami paliwowymi będzie też niezbędny, jeśli restauracja miałaby powstać w miejscu obsługi podróżnych (MOP), położonym przy autostradzie. W ich budowie specjalizują się Lotos, Orlen, BP i Shell. Obecnie w Polsce jest ok. 70 MOP-ów. Do 2015 r. ich liczba ma wzrosnąć o kolejne 30.
- Chyba że okaże się, iż MOP jest w zarządzie oddziałów GDDKiA. Wówczas to do nich należy zwrócić się z zapytaniem o możliwość wydzierżawienia części nieruchomości pod małą gastronomię. Każdorazowo odbywa się to w drodze przetargu, ogłaszanego przez oddział - wyjaśnia Łukasz Jóźwiak z biura generalnego dyrektora GDDKiA.
Za wynajem lokalu o powierzchni ok. 100 mkw. trzeba zapłacić około 1-2 tys. zł w zależności od lokalizacji plus opłaty. Nie trzeba jednak dysponować lokalem, by uruchomić gastronomię przy drodze. Alternatywą są samochody z zabudową gastronomiczną oraz przyczepy gastronomiczne. Ich zaletą jest to, że można je ustawić w dowolnym miejscu. Wystarczy więc, że wynajmie się działkę od GDDKiA, gminy czy nawet prywatnego właściciela. Musi być na niej jednak dostęp do mediów, takich jak woda czy prąd i parking dla samochodów.
Przyczepy lub nawet kontenery gastronomiczne lepiej sprawdzą się w lokalizacjach, w których wynajem, czy dzierżawa gruntu są zawarte na długi czas. Ich transport jest bowiem utrudniony. Są za to dużo tańsze od samochodów gastronomicznych. Nowe kosztują już od 28 tys. euro. Używane można zaś kupić za połowę tej ceny. Dostępne są od ręki.
- Na samochód gastronomiczny czeka się średnio 7-8 miesięcy. Jego cena z pełnym wyposażeniem wynosi ok. 70 tys. euro - tłumaczy przedstawiciel spółki GPM Pojazdy Handlowe i Usługowe, specjalizującej się w sprzedaży tego rodzaju samochodów.
Jak dodaje, pojazdy są oferowane z niezbędnymi atestami i certyfikatami, potwierdzającymi, że są wykonane z materiałów, które mogą mieć kontakt z żywnością. Są zaopatrzone między innymi w podłogi antypoślizgowe i antybakteryjne, szuflady, pochłaniacze pary, przeszklone lady, grille czy termiczne powłoki ścian. Samochody posiadają również odpowiedni kącik higieny zgodny z normami PZH DIN 10500 oraz dyrektywami UE. - Nie zwalnia to jednak właściciela pojazdu z uzyskania zgodny od sanepidu, który dokładnie sprawdzi, czy nadaje się on do prowadzenia działalności gastronomicznej - podkreśla przedstawiciel spółki GPM Pojazdy Handlowe i Usługowe.
@RY1@i02/2013/233/i02.2013.233.13000070l.802.jpg@RY2@
MOP-y to nowe lokalizacje dla gastronomii
Patrycja Otto
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu