Wyjazdy szkoleniowe pomagają skoncentrować się na nauce
Wiktor Doktór: Miejsce organizowania konferencji jest jedynie sceną. Najważniejsi są aktorzy - prowadzący i uczestnicy
Jakie przesłanki decydują o przydatności wyjazdów i wyjazdowych konferencji w zarządzaniu personelem?
Umiejętność kierowania ludźmi, nagradzania za wyniki, czytelnego przekazywania informacji w sytuacjach kryzysowych to nie lada wyzwanie dla menedżerów. W latach 90.normalną praktyką było uczestniczenie w szkoleniach i konferencjach poza miejscem pracy, także w innym mieście czy kraju. W minionych dwóch dekadach zaszło wiele zamian na tym obszarze. Pozytywnym zjawiskiem jest to, że dziś mamy do wyboru szeroką ofertę konferencji i szkoleń proponowaną przez kilkaset podmiotów. Minusem zaś jest gorsza często jakość świadczonych usług.
Czy gorsza jakość oznacza mniejszą przydatność konferencji?
Odpowiedź można podzielić na dwie części - przydatność dla kadry kierowniczej i dla samych pracowników. W pierwszym przypadku konferencja wyjazdowa służy treningowi i nauce. Dobry menedżer to ten, który wciąż doskonali swoje umiejętności. Wyjazdy szkoleniowe i konferencje doskonale pomagając w rozwoju kompetencji. Przemawia za nimi to, że pozwalają one na oderwanie się od codziennych obowiązków i skupienie się na przyswajaniu sobie wiedzy. Wprawdzie w dobie wszędobylskiego internetu i smartfonów ciężko jest całkowicie oderwać od pracy, ale wyjazdowe spotkania są bardziej efektywne niż te w miejscu pracy. W przypadku pracowników udział w konferencji jest czymś w rodzaju nagrody za pracę, jaką wykonują na co dzień. Jest też narzędziem motywującym do dalszego rozwoju - jednym z najefektywniejszych. Zaryzykuję stwierdzenie, że wyjazdy są jednym z najefektywniejszych i najbardziej ekonomicznych narzędzi wzmacniania kompetencji menedżerów i motywacji pracowników.
Czy osłabienie koniunktury gospodarczej osłabiło zainteresowanie działów personalnych polskich firm szkoleniami w formie wyjazdów i konferencji?
I tak, i nie. Tak, bo obecnie firmy i organizacje sektora publicznego dokładniej analizują swoje wydatki, w tym również szkoleniowe. Dlatego mniej słyszymy o kilkudniowych wyjazdach firmowych, które łączą takie elementy, jak: komunikacja bieżących działań operacyjnych firm, szkolenia i wspólne, rekreacyjne spędzenie wolnego czasu. Kilkanaście lat temu wyjazdy integracyjne były bardzo popularne zarówno w dużych, jak i małych firmach. Takie imprezy, jeśli były starannie przygotowane, ładowały baterie do pracy na kolejne miesiące. Teraz jest inaczej. A jednak nie ma prostego przełożenia między kryzysem a osłabieniem zainteresowania działów personalnych szkoleniami wyjazdowymi i konferencjami. Firmy z ukształtowaną praktyką zarządzania personelem nadal z nich korzystają. Natomiast podmioty, które nie mają pomysłu na to, jak rozwijać potencjał swoich menedżerów i pracowników, ograniczają stosowanie takich narzędzi - taka postawa nie ma wiele wspólnego z kryzysem.
A jednak ośrodki konferencyjne narzekają na mniejsze zainteresowanie.
W ostatnich latach zmieniła się nieco forma wyjazdów motywacyjnych. Kilka lat temu były to raczej wyjazdy dłuższe, z dokładnie doprecyzowanym scenariuszem. Dziś są często ograniczane do jednego dnia lub wręcz piątkowego popołudnia. Kiedyś wyjazd na Mazury, nad morze czy też w góry był czymś normalnym. Obecnie miejsce takich wypraw zastąpiły tańsze wyjścia do pobliskich kręgielni czy pubów.
Jakie są optymalne warunki do przeprowadzenia szkolenia na wyjeździe?
Możemy o nich mówić w miejscu, które sprzyja całkowitemu skupieniu uwagi na prezentowanym temacie. Najlepiej, gdy nie ma tam dostępu do sieci komórkowej i internetu. Tak, tak - ktoś może się śmiać z takiego postawienia sprawy, ale wielokrotnie jestem świadkiem, jak podczas szkoleń i konferencji ich uczestnicy wyczyniają cuda z tabletami i smartfonami i - tym samym - nie korzystają z przekazywanej im wiedzy. Najbardziej efektywne są wyjazdy, których celem jest pozyskanie wiedzy od prowadzących, w małych kilku- lub kilkunastoosobowych grupach. Im większa grupa, tym trudniej o efekt edukacyjny. Owszem, warto brać udział w dużych imprezach, aby informacyjnie być na bieżąco z tematami, które nas interesują. Jednak im większa impreza, tym bardziej liczy się podstawowa informacja i networking z pozostałymi uczestnikami, a nie dokładne zgłębienie tematu. Osobiście najlepiej wspominam zagraniczny wyjazd dla kadry kierowniczej średniego i wyższego szczebla dla tylko dziesięciu uczestników z różnych firm w 2004 r. Trafiliśmy do ośrodka konferencyjnego daleko od miasta, gdzie przez 3 dni, w formie teorii i warsztatów, zgłębialiśmy temat przywództwa. Do tej pory korzystam z wiedzy, którą wtedy zdobyłem.
Co zadecydowało o sukcesie tego szkolenia?
Mała grupa uczestników, trzech trenerów - każdy od czegoś innego. Zajęcia doskonale łączące teorię i praktykę oraz odnoszenie się do obowiązków i obszaru pracy uczestników.
Które regiony i konkretne miejsca cieszą się dużym zainteresowaniem organizatorów szkoleń i konferencji?
Każdy region może być dobry, jeśli konferencja jest prowadzona przez wybitnych trenerów. To ludzie są najważniejsi w szkoleniach, a nie budynek czy też miejscowość, w których są realizowane.
Czy jednak nie dochodzi do zacierania różnic między tradycyjnie rozumianymi ośrodkami konferencyjnymi a hotelami?
To prawda. Ostatnio hotele bardzo zabiegają o organizatorów szkoleń, targów, konferencji, seminariów itd. W niektórych hotelach imprezy typu MICE są głównym źródłem dochodu. Z drugiej strony w Polsce nadal brakuje ośrodków konferencyjnych z prawdziwego zdarzenia. Hotele wykorzystują ten fakt i przyciągają klientów z branży spotkań.
@RY1@i02/2013/187/i02.2013.187.05000040e.802.jpg@RY2@
Wiktor Doktór - prezes Fundacji Pro Progressio
Rozmawiał Krzysztof Polak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu