Dziennik Gazeta Prawana logo

Przedsiębiorco, za k ł adasz działalność gospodarczą? Nie d aj się naciągnąć

14 maja 2013

Osoba rozpoczynająca prowadzenie firmy zmaga się nie tylko z konkurencją, biurokracją i zmienną koniunkturą. Ze względu na brak doświadczenia stanowi też łatwy łup dla różnego rodzaju oszustów

Ulubionym sposobem naciągaczy jest wysyłanie do mikroprzedsiębiorców pism łudząco podobnych do tych urzędowych. Podobieństwa zaczynają się od nazwy, przez sposób zredagowania (z podaniem podstawy prawnej), często opatrywane są logiem imitującymi logotypy państwowych rejestrów, instytucji czy innych, uczciwie działających firm, które, co istotne, często żadnych opłat nie pobierają.

Sposób "na ustawę"

Wielu nowych przedsiębiorców dostało np. pismo nawołujące do zapłaty 195 zł za wpis do . Po pobieżnej lekturze druku można odnieść wrażenie, że opłata jest obowiązkowa i wynika z powszechnie obowiązujących przepisów. Nadawca pisze np., że rejestr został utworzy "na podstawie art. 12 ustawy z 15 września 2000 r. (Dz.U. nr 94, poz. 1037 z późn. zm.)", a ogłoszenie wpisu do rejestru wymaga wniesienia opłaty rejestracyjnej. Oczywiście w nieprzekraczalnym terminie. Celowo nie jest podana nazwa aktu prawnego, ale dzięki wskazanemu Dziennikowi Ustaw można szybko sprawdzić, że chodzi o zwykły kodeks spółek handlowych. Bo rejestr ten rzeczywiście został powołany - na podstawie przepisu o spółkach z ograniczoną odpowiedzialnością.

Dlatego autor niemal identycznie brzmiącego pisma, tym razem od , który w nieprzekraczalnym terminie żąda wniesienia opłaty w wysokości 115 zł - już Dziennika Ustaw nie podaje. Tak samo jak żądający 110 zł za wpis . W przypadku tej firmy taktyka wysyłania pism będących w istocie ofertą handlową okazała się na tyle skuteczna, że gdy prokuratura blokowała należące do niej konta, znajdowało się na nich już 900 tys. zł. Środki pochodziły z wpłat z firm, które dały się naciągnąć. Rozmaitych polskich, państwowych czy narodowych rejestrów może być bez liku i nie ma miesiąca, żeby nie powstał jakiś nowy.

"Na urząd"

Niektórzy oszuści dochodzą do wniosku, że urzędowy charakter pisma z biurokratycznym żargonem i podstawą prawną to za mało, by przedsiębiorca wpadł w zastawione na niego sidła. Dlatego wprost podszywają się pod istniejące instytucje. Ostatnio firmy dostają np. pisma z , która informuje, że "w związku ze zmianami obowiązkiem jest uregulowanie kwoty 185 zł celem uzyskania Certyfikatu Polskiej Inspekcji Pracy, okazywanego przy kontroli warunków pracy i zatrudniania pracowników przeprowadzanej przez Inspektora Pracy Polskiej Inspekcji Pracy". Oczywiście żaden inspektor Polskiej Inspekcji Pracy nie ma uprawnień do kontrolowania jakiejkolwiek firmy, bo instytucja za to odpowiedzialna w nazwie ma Państwowa, a nie Polska. Właściwa PIP wystawia co prawda "dyplomy" mikroprzedsiębiorcom, które można okazać podczas kontroli inspektorowi, lecz uzyskuje się je nieodpłatnie po dostosowaniu firmy do wymogów bhp.

- Zamieszczony w piśmie znak graficzny podobny do logotypu Państwowej Inspekcji Pracy oraz widniejący na nich podpis inspektora pracy może dodatkowo wprowadzać w błąd i świadczyć o rzekomej wiarygodności fałszerzy - ostrzega Danuta Rutkowska, rzecznik PIP.

Pojawiły się też firmy, które chciały pobierać opłaty (w wysokości od 110 do 248 zł) za wpis do (co ma imitować oficjalną Centralną Ewidencję i Informację o Działalności Gospodarczej). Jak przypomina Ministerstwo Gospodarki, które na swoich stronach ostrzega przed oszustami tego typu, wpis ma charakter czysto informacyjny lub reklamowy i nie upoważnia do wykonywania działalności gospodarczej na terytorium Polski. Na podobnej zasadzie działały firmy podszywające się pod prowadzony przez Ministerstwo Sprawiedliwości Monitor Sądowy i Gospodarczy (MSiG). Mowa np. o .

- Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi postępowanie w sprawie wyłudzania od przedsiębiorców pieniędzy poprzez dokonywanie wpłat na rachunek tych rejestrów przeciwko Michałowi B. - potwierdza Dariusz Ślepokura, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

- Postawiono mu zarzuty oszustwa. Ustalono też 61 osób pokrzywdzonych - dodaje prokurator i informuje, że teraz śledczy szukają wspólników podejrzanego.

Z kolei zasłynęła, wysyłając pisma opatrzone orzełkiem mającym przypominać godło państwowe. Z tą różnicą, że zamiast w prawo, ptak spogląda w lewo. Na numer z orzełkiem nabrały się 2 tys. osób. A przynajmniej tyle zgłosiło skargę do prokuratury.

"Na regulamin"

Nieuczciwe firmy starają się oszukać także wykorzystując internet. Rozsyłają e-maile zachęcające do wpisania się do internetowych katalogów, które mają promować ich firmy. W tym celu trzeba kliknąć w link i wypełnić formularz. Oczywiście nie ma żadnych informacji o opłatach, ale przedsiębiorca decydujący się na wpis zaznacza, że akceptuje regulamin. Szansa, że przeczyta go dokładnie, jest minimalna, o czym dobrze wiedzą oszuści, którzy informację o opłacie zamieszczają między jego licznymi postanowieniami.

Zgodnie z regulaminem pierwszy okres korzystania z serwisu jest darmowy, ale jeśli użytkownik nie chce płacić, to musi wypowiedzieć umowę. W przeciwnym razie automatycznie przechodzi na usługę płatną. W ten sposób właściciele stron: www.e-promujemy.pl, www.firmy6.pl, www.baza-ofert.net, www.dobry6.pl, www.hurtownie2013.pl, www.rynek2013.pl wzbogacają się o 50 funtów (na początku działalności żądali 500 funtów).

W niektórych regulaminach ukryta jest dodatkowa pułapka polegająca na zobowiązaniu do kliknięcia na pewną liczbę banerów reklamowych. Za niewykonanie tego zobowiązania nakładane są kary umowne.

O ile zignorowanie korespondencji (czy tradycyjnej, czy e-mailowej) nie pociąga za sobą żadnych skutków, to poprzez haczyk z regulaminem przeciwko przedsiębiorcom, którzy dali się złowić, internetowi oszuści kierowali wnioski do sądu. A jeśli przedsiębiorca zignoruje pismo z sądu i nie złoży na czas sprzeciwu, to nie może już nic zrobić. Prawnicy wskazują, że szansą na obronę może być art. 384 par. 4 kodeksu cywilnego, nakazujący udostępnianie kontrahentowi umowy w formie elektronicznej w taki sposób, by ten mógł ją przechowywać i odtwarzać. Przy czym część komentatorów uważa, że udostępnienie zapisów w postaci strony internetowej nie spełnia tego warunku, twierdząc, że regulamin powinien być udostępniony w pliku, w którym łatwo można go ściągnąć i przechować, np. w formacie PDF, albo też przesłany jako załącznik e-mailem.

"Na ochronę"

Z reguły wyłudzacze ograniczają swoje żądania do małych kwot. Liczą, że stosunkowo nieduża suma nie wzbudzi podejrzeń, a gdy oszustwo wyjdzie na jaw, oszukana firma machnie ręką na stratę i potraktuje jako "frycowe" w pierwszym okresie działalności. Ale np. już próbuje wyciągnąć od firm ponad 3 tys. zł za publikację w swoim rejestrze logotypu firmy, który przez okres dwóch lat miałby być znakiem ochronnym. Podobnie działają takie podmioty, jak czy Tylko że - jak informuje Urząd Patentowy RP - żądane przez wspomniane firmy opłaty nie są w żaden sposób związane z działalnością Urzędu Patentowego i nie wiążą się z zapewnieniem ani przedłużeniem prawnej ochrony znaków towarowych.

Wciąż powstają nowe - "polskie", "narodowe", "państwowe" - rejestry firm

@RY1@i02/2013/092/i02.2013.092.18300020b.801.jpg@RY2@

@RY1@i02/2013/092/i02.2013.092.18300020b.802.jpg@RY2@

Współpraca: Sławomir Wikariat,  Tomasz Zalewski

Piotr Szymaniak

piotr.szymaniak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.