Właścicielowi psa, który
pogryzł człowieka, grozi nawet więzienie
W ciemnej uliczce napadł na panią
Idę pies i wbił kieł w jej łydkę.
Kobieta wezwała przez komórkę policję.
- Całej sprawy by nie było, gdyby pan
trzymał psa na smyczy i w kagańcu, bo od razu
widać, że to krewki zawodnik -
zauważył policjant, spoglądając na
warczącego czworonoga, na oko krzyżówkę
rottweilera z wilczurem. Mężczyzna jednak
twierdził, że jego pies nie należy do ras
niebezpiecznych, więc nie ma obowiązku
wyprowadzania go w kagańcu i na smyczy. - Ja
uważam, że powinien ponieść
odpowiedzialność, ale nie wiem, co mam zrobić,
by tak się stało - pisze czytelniczka.
- A może nic mu nie grozi - zastanawia
się poszkodowana kobieta.