Tomczyński: Czy w Sądzie Najwyższym rządzi prawo?
Ostatnie trzy tygodnie w Sądzie
Najwyższym nie były łatwe. Zaczęło się od nieudanych prób interpretacji
wyroku TSUE przez część prawniczej (i sądowej) doktryny. Potem przyszło
orzeczenie Izby Pracy dotyczące uchylenia uchwały KRS i niespotykane
wezwanie I prezesa SN do powstrzymania się sędziów Izby Dyscyplinarnej
od orzekania, tak jakby prezes miała prawo decydować, kto może, a kto
nie może wykonywać swoich ustawowych obowiązków. Nikt wcześniej nie
słyszał o wezwaniach I prezesa SN jako źródłach prawa stanowionego w
Polsce, ale w tych dziwnych prawniczo czasach trzeba przypomnieć, że ani
I prezes nie jest ustawodawcą, ani nie jest dopuszczalne tworzenie
źródeł prawa z ustnych motywów rozstrzygnięcia pojedynczej sprawy przez
SN. Te, jak się wydaje, oczywiste dla każdego prawnika fakty wydają się
całkowicie ignorowane w debacie na temat Sądu Najwyższego i jego Izby
Dyscyplinarnej. Jak wygląda zatem stan prawny w kwestiach, które
wzbudzają tyle gorączkowych komentarzy?