Buty uszyte sędziemu Łączewskiemu
Żeby było jasne: wcale nie mam pewności, że sędzia Łączewski nie ma nic za uszami (choć i tak pewnie zaraz dowiem się, że bronię „mafii w togach”). Zakładam też, że dziennikarze mieli czyste intencje, nawet jeśli była to zwykła chęć wysłania w świat sensacyjnego newsa. Ja tylko wciąż pamiętam dawne, przedinternetowe czasy, gdy szefowie nie wpuszczali na łamy artykułów bez uzyskania odpowiedzi na sakramentalne pytanie: „A co powiedziała druga strona?”. Temat drążyło się tak, by doskrobać się do dna. A jak wypływały jakieś „szczegóły”, to skrobało się jeszcze głębiej - pisze Ewa Szadkowska, redaktor prowadząca tygodnik „Prawnik” .