Podwyżki dla pielęgniarek mogą
być iluzoryczne. Byle nie oznaczały spadku
płac
PROBLEM: Ustawa z 8 czerwca 2017 r. o sposobie
ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego
pracowników wykonujących zawody medyczne
zatrudnionych w podmiotach leczniczych (Dz.U. poz. 1473)
miała wprowadzić podwyżki dla zatrudnionych w
ochronie zdrowia. O tym, jak kiepska to regulacja
pisaliśmy już w Tygodniku Gazeta Prawna z 6-8
października 2017 r. (TGP nr 39, DGP nr 194). Fatalną
ocenę wystawiają jej nie tylko specjaliści z
zakresu prawa, kadr i księgowości. Suchej nitki nie
zostawiają na niej także pielęgniarki i
położne, bo to one zostały przez nowe przepisy
potraktowane najsurowiej. W TGP pisaliśmy o tym, że
dla wielu podwyżki w ogóle nie będzie. Po tej
publikacji dotarły do nas jednak sygnały od
czytelników, że są i takie placówki
medyczne, w których podwyżka oznacza...
obniżkę wynagrodzenia. W jednym ze szpitali
podwyżek dokonano w ramach ogólnej puli
środków przeznaczonych na "dodatek
Zembali", albowiem ww. ustawa dodatek ten nakazuje
uwzględnić przy podwyżce. Najwyższe kwoty
przyznano pielęgniarkom posiadającym wyższe
wykształcenie i specjalizację, niższe tym,
które miały tylko specjalizację, a
najniższe trafiły do tych z wykształceniem
średnim i bez specjalizacji. To co pozostałą po
takim rozdysponowaniu środków, rozdzielono po
równo pomiędzy wszystkie pielęgniarki
tytułem "dodatku Zembali". Spowodowało to
obniżenie wynagrodzenia pielęgniarek bez
specjalizacji o około 40 zł brutto miesięcznie.
Czy szpital postąpił prawidłowo?