Zieliński: Ile kosztuje kobieta
Podzieliłem się z kolegami
zmartwieniem. Bo znów trzeba znaleźć tematy
na ekonomiczny poniedziałek. Niechcąco pomogli.
– Może o kobietach? Zrób o tym,
ile kosztują! Dawniej tylko wino i kino,
goździki i kolczyki, a teraz? –
wzdychał jeden. – Tak, koszty rosną. Dom,
wakacje, ubrania, kosmetyki i jeszcze ten kwas
hilaurionowy – dodał drugi. – Hialruonowy
– poprawił trzeci, nie zauważywszy, że
za jego plecami pojawiła się szacowna nosicielka
kwasu. – Nie bądź bezczelny –
poleciła. Uniosła rękę i na
palcach jęła wyliczać. – Gotowanie,
pranie, sprzątanie, zakupy, no i pomoc
psychologiczna – przez piętnaście lat,
siedem dni w tygodni, całodobowo. Lepiej to sobie
policz, zamiast narzekać, że kobieta
kosztuje”.