Wróbel o reformie sądownictwa: Reforma, histeria i stracona szansa
Spotkałem znajomego, zdarza się. Ćwierć
wieku temu miał plan, aby partia polityczna, której był aktywistą, w
pierwszym punkcie statutu i chyba programu zadeklarowała: „Istnieje Bóg
Wszechmogący”. Z postanowieniem tym wiązały się przeróżne konsekwencje,
także dla Wszechmogącego, dziś mój dawny znajomy nie używa wobec
polskiej prawicy innych słów niż nieparlamentarne. Gdyby teraz działał w
jakiejś partii, to tylko w takiej, która program zaczynałaby od
krótkiego: „PiS ma być w pierdlu, Jasna Góra na Madagaskar”.