Między resetem a zimną wojną [OPINIA]
Każdy dotychczas rządzący prezydent
USA obejmował urząd, licząc na poprawę relacji z Rosją, a odchodził
oblewany strumieniami brudu przez moskiewskie media. Rządzący od 1993 r.
Bill Clinton zaczął od zdecydowanego poparcia Borisa Jelcyna, gdy ten
pacyfikował czołgami zbuntowany parlament. Osobiste relacje obu
polityków były demonstracyjnie ciepłe. Clinton i Jelcyn publicznie
żartowali i chyba naprawdę się zaprzyjaźnili – o ile można w ogóle mówić
o przyjaźni między przywódcami.