Bąk: Mercedesie, przydałoby ci się lanie [OPINIA]
Jest kilka prozaicznych rzeczy, które
doprowadzają mnie do frustracji. Pierwsza z nich to
nieudane jajko sadzone. Uwielbiam, gdy białko jest
dobrze ścięte, lecz żółtko pozostaje
rzadkie. Do perfekcji opanowałem sztukę
smażenia go w taki sposób. A także jego
spożywania – żółtą
przyjemność zostawiam sobie zawsze na koniec, gdy
biała część jest już dokładnie
odkrojona. Nasuwam to jądro rozkoszy delikatnie na
widelec, ostrożnie wykładam na język i
delikatnie, bez odrobiny pośpiechu, rozgniatam o
podniebienie. Smak przyprawionego szczyptą soli
atłasowego, ciepłego nektaru wypełnia
całe usta, a umieszczone w nich receptory
wysyłają do rdzenia kręgowego sygnał,
że nadszedł właściwy moment, by
uwolnić hektolitry endorfin...