Szymaniak: Deregulacja w praktyce, czyli nadzór zamiast zaufania
Z matematyki zawsze byłem
nogą. Ćwiczenia wielomianów przypominały
więc łamanie kołem, a całki
i różniczkowanie stanowiły czarną
magię. Dość szybko zdałem sobie
sprawę z tego, że nie mam szans wygrać
tej nierównej walki, więc urywałem
się z tych lekcji nagminnie. W końcu
i tak liczy się to, co w głowie –
myślałem naiwny. Potem okazywało się,
że ci, co umieli jeszcze mniej, dostawali na koniec roku
dwóję za samą obecność, a ja by
uzyskać promocję, musiałem się
napocić.