Bąk: Grzybobranie jest ciekawsze
Gdy kilkanaście lat temu, jeszcze jako
nastolatek, mieszkałem daleko na południu Polski,
nikogo nie dziwiło, że na Wszystkich
Świętych spadało dwa metry śniegu,
który topniał dopiero w okolicach Bożego
Ciała. Żadna telewizja nie informowała przez
cały tydzień na żółtym pasku z
adnotacją „PILNE”, że na zewnątrz
jest -20 stopni Celsjusza. Bo dla wszystkich naturalne
było, że „jak jest zima, to musi być
zimno”. Nikomu nie przyszło nawet do głowy,
żeby zamknąć szkoły – po prostu
udawaliśmy się na lekcje na nartach biegowych, co
było doskonałym treningiem przed zajęciami z
WF-u. A te polegały na ręcznym
odśnieżaniu terenu wokół szkoły. W
samych T-shirtach, dzięki czemu przez cały
następny rok nie mieliśmy nawet najmniejszego
kataru.