Deficyt
optymizmu [OPINIA]
Część nominacji na stanowiska w administracji Donalda Trumpa wygląda ciekawie, inne sprawiają wrażenie prowokacji wymierzonej w zdrowy rozsądek i kongresmenów, którzy będą je zatwierdzać. Jedno jest pewne: to nie stosunek kandydatów do wojny rosyjsko-ukraińskiej był czynnikiem, który decydował o nominacjach. Łączy je koncentracja na Chinach jako wrogu nr 1 i Izraelu godnym bezwarunkowego wsparcia.