Dlaczego polska debata publiczna to pojedynki na okrzyki, zamiast na dane i statystyki?
Nasza debata publiczna nie jest zbyt budująca m.in. dlatego, że w Polsce brakuje danych. Jak to możliwe, skoro GUS niemal codziennie publikuje jakieś opracowania, są CBOS i Polski Instytut Ekonomiczny, można też sięgnąć do baz OECD czy Eurostatu (chociaż te ostatnie zwykle opierają się na danych dostarczonych z Polski)? Brakuje jednak analiz przydatnych do prac nad konkretnymi reformami, a politycy nie widzą w tym problemu, bo dzięki temu mogą zawsze twierdzić, że mają rację (ewentualnie posiłkować się wycinkowymi, dobranymi pod tę tezę danymi).