Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Wojna na Ukrainie

Pięć minut Osetii

Skoro władze w Cchinwali uznają DRL i ŁRL, to mogą z nimi handlować. A skoro Osetię Południową uznaje Rosja, to może nawiązywać z nią takie same relacje
Skoro władze w Cchinwali uznają DRL i ŁRL, to mogą z nimi handlować. A skoro Osetię Południową uznaje Rosja, to może nawiązywać z nią takie same relacje
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

Kim są nasi klienci? Skąd są, gdzie się rodzili, gdzie ich chrzczono? Nie wiem. Przedstawiają dokumenty, otwieramy rachunki

Niepodległości Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych nie uznał nikt na świecie. No, prawie nikt. Udawane republiki uznały siebie nawzajem – choć była to raczej szorstka przyjaźń, w ramach której na granicach stawiano posterunki celne, siły DRL pomagały w puczu w Ługańsku, a separatyści nakładali na siebie nawzajem embarga na wódkę i papierosy. Ale uznała je też Osetia Południowa, region oderwany od Gruzji w latach 90., o który Tbilisi i Moskwa stoczyli pięciodniową wojnę w 2008 r.

Osetia Południowa jest najmniej sensownym quasi-państwem świata. Mieszka tam tylu ludzi co w stolicy powiatu, prowadzi przez nie jedna droga, która w zimie bywa nieprzejezdna. Lotniska brak, podobnie jak dostępu do morza. Nie produkuje się tam nic poza winem i cychtem, słonym serem z koziego mleka, więc 97 proc. jej budżetu stanowią rosyjskie dotacje. Mimo to Rosja po wojnie z Gruzinami uznała jej niepodległość, za nią to samo uczyniły Nauru, Nikaragua, Syria i Wenezuela, a Tuvalu i Vanuatu z takiego uznania się szybko wycofały. Dla Moskwy to po prostu wielka baza wojskowa. Nasi rozmówcy z Tbilisi szacują, że na dwóch Osetyjczyków przypada tam jeden rosyjski żołnierz.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.