Kijów patrzy na Biały Dom
Ukraińcy z uwagą obserwowali wybory w Stanach Zjednoczonych, ale na żadnego z kandydatów nie patrzyli przez różowe okulary
Od decyzji nowej administracji w USA będą zależeć losy wojny, w tym tempo dostaw broni i natężenie presji na rozmowy z Kremlem. Ludzie zbliżeni do ukraińskich władz, których o to pytaliśmy, nie oczekują wiele ani po Kamali Harris, ani po Donaldzie Trumpie. Wysłannicy tego ostatniego przekonywali Ukraińców, że Trump dozbroiłby ich po zęby, gdyby Rosja odrzuciła propozycję poważnych, nastawionych na efekt rozmów o pokoju. Zarazem jednak przyznawali, że sami nie wiedzą, co ich kandydat tak naprawdę planuje.
– W obu ekipach są ludzie, których oceniamy negatywnie, i tacy, z którymi można się dogadać. Prezydenturę Trumpa już przeżyliśmy. My musimy robić swoje i celnie strzelać do Rosjan nie zależnie od tego, kto zasiądzie w Białym Domu – mówi nam doradca jednego z ministrów. – Nie jestem fanem żadnego z kandydatów, choć wydawało mi się, że faworytem będzie Kamala Harris. Zbyt dużo uwagi poświęcamy personaliom, a politykę w USA kreuje zespół – dodaje inny polityk rządzącego Sługi Narodu, utrzymujący kontakty z parlamentarzystami zza oceanu. – Poprzednio Trump najbardziej nam pomagał wtedy, gdy otaczali go doradcy w rodzaju Johna Boltona, Jamesa Mattisa i H.R. McMastera. W otoczeniu Harris takimi ludźmi są dziś Philip Gordon i senator Mark Kelly. Ten ostatni przypomina mi Johna McCaina. Oby trafił do przyszłej ad ministracji – analizuje.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.