Rosyjscy zekowie decydują o losie Ukrainy
Zastanawiając się na chłodno, co zadziało się w procesie zawierania rozejmu po spotkaniu na Alasce, można ostrożnie postawić tezę, że w zasadzie nic. USA, Europa i Ukraina poruszają się mniej więcej w tym samym kręgu rozwiązań. Rosja stawia te same żądania. Nową jakością jest skala i intensywność spotkań dyplomatycznych. I powoli oraz systematycznie rosnąca przewaga Rosjan na Donbasie. To, w jaki sposób walczą, cele, jakie sobie stawiają, przekonuje o tym, że jeszcze tego lata i najpewniej tej jesieni będą próbowali ustalać swoje warunki przede wszystkim na froncie, a nie przy stole rokowań. Świadczy o tym mapa.
Jeszcze przed kilkoma dniami na przedmieściach Dobropila – kluczowego miasteczka między Konstantynówką a Pokrowskiem – działały rosyjskie grupy dywersyjne (udało się je w końcu wyprzeć). Oznaczało to, że Rosjanie szykowali się do zagrożenia – bardzo ważnym z punktu widzenia rządzenia Donbasem – miastom Kramatorsk oraz Słowiańsk. Skuteczne podejście pod nie oznaczałoby, że Putin ma niemal komplet. Że jest bliski zrealizowania celów na Donbasie i może szykować się do rozmów. Już bez żądania wycofania się wojsk ukraińskich z tego terenu. Czyli bez warunku porzucenia przez Wołodymyra Zełenskiego tarczy, która chroni obwody charkowski i dniepropietrowski. Żądanie Putina zniknęłoby, bo byłoby nieaktualne. Większość Donbasu byłaby już w rękach Rosjan.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.