Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Wojna na Ukrainie

Wojna o brak krzesła. Oby tylko wypadek przy pracy

20 sierpnia 2025
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

O d spotkania europejskich przywódców w Białym Domu minęło kilkadziesiąt godzin. Nagłówki światowych mediów prześcigają się w informowaniu o kolejnych szczegółach przygotowywanych gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy, o pakiecie amerykańskiej broni wartej 90 mld dol. czy stworzeniu ochrony na wzór art. 5 traktatu północnoatlantyckiego. – Nie wyobrażam sobie, by następne spotkanie odbyło się bez zawieszenia broni. Pracujmy nad tym i wywierajmy presję na Rosję, bo wiarygodność tego procesu, tego przedsięwzięcia, które podejmujemy dzisiaj, zależy co najmniej od zawieszenia broni – mówił kanclerz Niemiec Friedrich Merz. Tymczasem polska debata publiczna skupia się na zupełnie innym elemencie poniedziałkowych rozmów – na tym, kogo na nich nie było.

Faktem jest, że długa dyskusja w Białym Domu toczyła się w rozszerzonym gronie. Oprócz prezydentów Stanów Zjednoczonych i Ukrainy byli obecni przywódcy NATO, Unii Europejskiej, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Włoch. W powyższym gronie brakowało natomiast przedstawiciela Polski – ani prezydent Karol Nawrocki, ani premier Donald Tusk nie polecieli do Waszyngtonu. Czy w ustaleniach dotyczących pokoju za wschodnią granicą naszego kraju winien uczestniczyć Polak? Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Jesteśmy jedynym państwem graniczącym jednocześnie z Ukrainą, Rosją i sprzymierzoną z nią Białorusią. Podczas wojny staliśmy się logistycznym hubem dla dostaw broni, a przez terytorium naszego kraju przewinęły się miliony uchodźców wojennych. Mamy więc żywotny interes w tym, jak zakończy się trwająca inwazja. Nie dziwią mnie więc głosy, że przy stole brakowało Polaka.

Problem dostrzegam w nieco innym aspekcie. Chociaż od zakończenia rozmów w USA minęło kilkadziesiąt godzin, nadal próżno szukać jasnej odpowiedzi na pytanie, dlaczego nikt nie reprezentował interesu Polski w Białym Domu. Mamy za to do czynienia ze znanym nam dobrze kociokwikiem. Z jednej strony szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski przekonuje, że „na spotkania do Białego Domu zaprasza prezydent Stanów Zjednoczonych”, sugerując, że Karol Nawrocki – mimo kontaktów w republikańskiej administracji – zaproszenia nie dostał. Z drugiej strony Marcin Przydacz, odpowiedzialny w Pałacu Prezydenckim za sprawy międzynarodowe, utrzymuje, że to rząd nie zgłosił chęci wspierania Wołodymyra Zełenskiego w rozmowach w ramach tzw. koalicji chętnych.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.