Sarkozy sprzedał Gruzję, Trump Ukrainę
Jeszcze przed rozmową telefoniczną Donalda Trumpa z Władimirem Putinem otoczenie Wołodymyra Zełenskiego spinowało wersję, że pozostaje w grze o przyszłość Ukrainy. Przekonywano, że zanim dojdzie do kontaktu prezydentów USA i Rosji, uda się przygotować grunt pod przyszłe rozmowy pokojowe z uwzględnieniem punktu widzenia Kijowa. W środę stało się jasne, że Biały Dom ma alternatywny plan negocjacji. Przynajmniej do tej pory odbywały się one wysoko ponad głowami Ukraińców. Putin może się z tego tylko cieszyć.
Ukraina już na starcie kadencji Trumpa została ustawiona w pozycji klienta. Pozbawiono ją resztek podmiotowości, gdy szef Pentagonu Pete Hegseth – ale i prezydent USA – stwierdzili, że nie ma mowy o powrocie do granic sprzed 2014 r., a droga do NATO jest zamknięta. Hegseth co prawda zastrzegł, że Stany Zjednoczone nie chcą Mińska 3.0, czyli zamrożenia konfliktu, którym Kreml w przyszłości będzie mógł dowolnie zarządzać, ale poprzeczkę zawiesił tak nisko, że uniknięcie zwasalizowania Ukrainy i zbudowania turbo-Donbasu stało się niemożliwe.
Donald Trump, podobnie jak Nicolas Sarkozy podczas wojny w Gruzji w 2008 r., chce rozejmu za wszelką cenę. Walutą są terytorium Ukrainy i bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO, a dla niego to kwestie drugorzędne. Sarkozy latem 2008 r. najpierw poleciał do Moskwy (Trump zadzwonił), a później zawiózł do Tbilisi plan Ławrowa do podpisania balansującemu na granicy załamania nerwowego Micheilowi Saakaszwilemu. Nie było w nim zapewnień o integralności terytorialnej Gruzji ani jasnych zapisów o tym, na jakie pozycje mają się wycofać rosyjskie wojska. Była za to mowa o 200 obserwatorach unijnych, którzy będą pilnować przestrzegania warunków zawieszenia broni. Ówczesna szefowa dyplomacji USA Condoleezza Rice, cytowana przez Sylvie Kauffmann w książce „Zaślepieni”, tak skomentowała tamte rozmowy: „Francuzi wynaleźli kartografię, ale negocjowali porozumienie bez odwoływania się do mapy”. Dodała, że Sarkozy chciał „jak najszybciej znaleźć rozwiązanie problemu i nie zwracał uwagi na to, co robi”. Dziś jest podobnie. Tyle że w rolę Sarkozy’ego wcielił się Trump. On też chce szybkiego porozumienia. Pozorów zakończenia wojny. Pozbycia się problemu, który postrzega jako prowincjonalny i dla USA nieistotny. Sarkozy tłumaczył w 2008 r., że powstrzymał marsz czołgów rosyjskich na Tbilisi. Był jednak również – jak pisze Kauffmann – jedynym politykiem na świecie, który postrzegał swoje decyzje jako sukces.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.