Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Wojna na Ukrainie

Kto i ile płaci za wojnę. I dlaczego tak dużo

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Opinia

Jak każda wojna, tak i konflikt rosyjsko-ukraiński - zarówno w wymiarze wojskowym, jak i ekonomicznym - powoduje straty po obu stronach, rujnując oba kraje. Najdobitniej świadczy o tym zachowanie rynku walutowego. Zarówno rubel, jak i hrywna wyraźnie straciły na wartości. Oczywiście mocniej dotknęło to walutę ukraińską, której tegoroczna deprecjacja wynosi już 73,7 proc. To przekłada się na sytuację zwykłych obywateli, którzy ubożeją. Importowane produkty stają się dla nich droższe. Konsekwencją jest wzrost ogólnego wskaźnika inflacji i podwyżki cen wyrobów krajowych.

Oprócz zmian walut mamy też duży wzrost spreadów na rynku długu. W przypadku Rosji nastąpił wzrost o 60-80 punktów bazowych, w odniesieniu do Ukrainy ten wzrost to nawet 400-500 punktów. To oznacza, że dla tamtejszych rządów, ale i przedsiębiorstw finansowanie staje się znacznie droższe. To zaś ma wpływ nie tylko na bieżącą sytuację, ale i na długoterminowe perspektywy rozwoju. W sektorze finansowym wprawdzie sankcje ograniczają się do transakcji krótkoterminowych, do 90 dni, ale i to jest dla Rosji i tamtejszych banków dotkliwe. Wiele rodzajów umów wymaga bowiem posiłkowania się właśnie krótkoterminowym finansowaniem. Ich realizacja stała się więc niemożliwa albo znacząco droższa.

W odniesieniu do obrotów towarowych to sankcje uderzają zarówno w nabywców, jak i sprzedawców towarów, którymi zostały objęte ograniczenia w handlu. Dla krajów Europy Zachodniej są one stosunkowo mało bolesne, bo na Rosję przypada relatywnie niewielka część obrotu np. sprzętem wojskowym. Z perspektywy Rosji wygląda to inaczej - ograniczenie dostępu do nowoczesnych technologii będzie miało bowiem wpływ długookresowy i pogorszy potencjał rozwojowy kraju.

Negatywny wpływ na potencjał wzrostu mają nawet ograniczenia w handlu towarami rolno-spożywczymi. Spadek przychodów przekłada się na ograniczenie zysków. A to z kolei oznacza, że firmy mają mniej środków na inwestycje.

Ten mechanizm działa także na eksporterów, w tym w Polsce. U nas dochodzi jeszcze jeden aspekt: nasz eksport do Rosji spadł w tym roku o blisko 10 proc., zaś import o niecałe 2 proc. Mamy więc do czynienia z pogorszeniem naszego salda obrotów bieżących, którego w dodatku - w związku z pogarszającymi się prognozami dla strefy euro - nie uda się zrekompensować obrotami z innymi krajami. Deficyt w obrotach bieżących jest ważny, bo wskazuje, że kraj musi zwiększać zadłużenie za granicą.

Wprawdzie sankcje gospodarcze wobec Rosji zostały wprowadzone na rok, ale obawiam się, że w związku z eskalacją konfliktu na Ukrainie mogą być poszerzane bądź utrzymywane dłużej. Tu pojawia się aspekt polityczny. Clausewitz mówił, że wojna jest kontynuacją polityki, tylko prowadzoną innymi środkami. Trzeba pamiętać, że stosowanie elementów wojny ekonomicznej z perspektywy realizacji celów zarówno Rosji, jak i innych krajów jest zdecydowanie tańsze niż działania wojskowe. Pozostaje pytanie, dla kogo straty w tej wojnie ekonomicznej okażą się dotkliwsze. Gdzie społeczeństwo może spróbować wpłynąć na zmianę polityki rządu? Tu w trudniejszej sytuacji może być Zachód, bo ustrój demokratyczny jest podatniejszy na aktywność społeczeństwa. W kilku krajach Unii Europejskiej już zaczynają się protesty społeczne przeciwko sankcjom, ponieważ w zauważalny sposób dotykają one niektórych grup społecznych, np. rolników. Takie protesty miały miejsce np. w Grecji, we Francji czy Włoszech, nie mówiąc już o Cyprze, który ma mocne związki gospodarcze z Rosją.

Jest jeszcze jeden wymiar, na który na razie mało zwraca się uwagę. Na konflikcie rosyjsko-ukraińskim traci cały nasz region, który dotychczas na świecie był postrzegany jako stabilny. Dla wielu inwestorów azjatyckich, australijskich czy z Ameryki Łacińskiej to nie jest konflikt na Ukrainie, ale w Europie Środkowej. Jestem przekonany, że wzrost ryzyka politycznego już hamuje inwestycje.

Już zachodzi także inny proces: część międzynarodowych korporacji stara się przenieść do innych krajów przynajmniej część działalności produkcyjnej, która była dotąd prowadzona w Rosji czy na Ukrainie. To zaś odbije się na lokalnych rynkach pracy czy na popycie na produkcję od dotychczasowych poddostawców, a długoterminowo ograniczy rozwój.

@RY1@i02/2014/170/i02.2014.170.000000600.802.jpg@RY2@

Krzysztof Kalicki prezes Deutsche Bank Polska

Krzysztof Kalicki

prezes Deutsche Bank Polska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.