Wojna potrwa do jesieni. O ile nie wejdą Rosjanie
Dokładnie trzy miesiące temu prorosyjscy separatyści zajęli siedziby bezpieki w Zagłębiu Donieckim. Teraz inicjatywa jest po stronie Kijowa
Wczoraj najcięższe walki trwały w okolicach podługańskich wsi Sabiwka i Krasnyj Jar. Lokalne portale informują też o wybuchach w jednej z peryferyjnych dzielnic Doniecka. Świadczy to o tym, że najważniejszym celem sił przeprowadzających operację antyterrorystyczną (ATO) jest odcięcie korytarzy prowadzących do obu najważniejszych twierdz separatystów wspieranych przez Rosję. Dopiero po otoczeniu obu miast możliwy będzie ich szturm.
Decydująca ofensywa ukraińskich żołnierzy trwa od początku lipca. Od tego czasu udało się zająć kilka średniej wielkości miast. Najpierw, 5 lipca, padł Słowiańsk, pierwszy ośrodek podporządkowany samozwańczej Donieckiej Republice Ludowej (DRL) jeszcze w kwietniu. Później udało się wyzwolić m.in. Kramatorsk i Siewierodonieck. W ubiegłym tygodniu oddziały ATO utworzyły korytarz oddzielający DRL od sprzymierzonej Ługańskiej Republiki Ludowej (ŁRL), choć trudno na razie stwierdzić, że go w pełni kontrolują. Mimo to nawet separatystyczna prasa, jak "Russkaja Wiesna", mówi o "ukraińskim blitzkriegu".
"W ciągu ostatniego miesiąca liczebność wrogich sił wzrosła ponadpięciokrotnie. Według szacunkowych danych z 6 tys. do 40 tys. Jak przewidywali niektórzy szanowani eksperci z Rosji, na przykład Siergiej Głazjew, Kijowowi udało się reanimować resztki sowieckiego przemysłu zbrojeniowego" - czytamy w "Russkiej Wiesnie". Głazjew, na którego powołuje się serwis, jest nie tyle ekspertem, ile doradcą prezydenta Władimira Putina. - Ukraina nie potrzebuje od Zachodu czołgów ani karabinów, tego dobra nam nie brak - wskazywał w rozmowie z DGP kijowski politolog Jewhen Mahda.
O zepchnięciu separatystów do defensywy świadczą także ich działania dywersyjne. - W ciągu ostatnich dwóch tygodni uszkodzono tory i trakcję w okolicach kilku stacji kolejowych - cytuje służbę prasową ukraińskich kolei Ukrzaliznycia "Komsomolskaja Prawda w Ukrainie". Służba wymienia wśród nich m.in. stacje w Doniecku, Gorłówce, Ługańsku i Torezie, których do tej pory nie udało się odbić siłom ATO. Straty infrastrukturalne sięgnęły w tym przypadku 600 mln hrywien (160 mln zł).
Droga do odbicia Doniecczyzny nie jest jednak usłana różami. Kijowowi mimo trwających od miesięcy prób nie udało się dotychczas wziąć pod kontrolę granicy z Rosją. A jest to niezbędne, bo przez tę granicę są przerzucani sprzęt i żołnierze walczący w imieniu DRL i ŁRL. Oddziały które chcą kontrolować granicę są jednak łatwym celem. W ten sposób 2 sierpnia siły DRL okrążyły trzy ukraińskie pododdziały w okolicy nadgranicznej Zełenopilli. Kilkuset żołnierzy 4 sierpnia musiało schronić się po rosyjskiej stronie, co zostało wykorzystane przez tamtejszą propagandę do podania nieprawdziwej informacji o ich rzekomej prośbie o azyl. Separatystom udało się też wyprzeć siły ATO z okolic Czerwonopartyzańska, przez co niekontrolowany odcinek granicy wydłużył się dwukrotnie.
Najbardziej optymistyczne prognozy Kijowa mówią o tym, że wojna w Donbasie potrwa najkrócej do późnej jesieni. O ile nie zdarzy się coś zasadniczo zmieniającego sytuację w regionie, jak otwarte wtargnięcie wojsk rosyjskich, na przykład udających siły pokojowe. Rusłan Koszułynski, wiceprzewodniczący ukraińskiego parlamentu, już w marcu mówił nam, że z jego informacji wynika, iż takie przygotowania są czynione, a rosyjski sprzęt jest przemalowywany w niebieskie barwy sił ONZ. Trudno jednak oczekiwać, by Rada Bezpieczeństwa ONZ, w której wspierający Ukrainę Amerykanie i Brytyjczycy mają prawo weta, zgodziła się na taką operację.
Dlatego Kreml mógłby sięgnąć po wariant awaryjny i doprowadzić do interwencji pod sztandarem Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, sojuszu wojskowego grupującego poza Rosją pięciu jej najbliższych sojuszników. Można być przy tym praktycznie pewnym, że w takiej sytuacji 100 proc. "mirotworców" będą stanowili Rosjanie. Ani Białoruś, ani Kazachstan, ani inni członkowie OUBZ nie mają interesu, by wspierać działania Rosji na Ukrainie, które zresztą obserwują z rosnącym zaniepokojeniem. Według różnych danych przy granicy ukraińskiej stacjonuje obecnie od 20 tys. do 45 tys. żołnierzy. Oddziały rosyjskie wspierają DRL i ŁRL, ostrzeliwując Ukraińców z artylerii.
@RY1@i02/2014/152/i02.2014.152.000000500.803.jpg@RY2@
AP
Straty infrastrukturalne przekroczyły już miliard dolarów
Michał Potocki
OPINIA
Armia działa coraz sprawniej
@RY1@i02/2014/152/i02.2014.152.000000500.804.jpg@RY2@
Ołeksij Arestowycz komentator wojskowy z Charkowa
Wrażenie, że ofensywa w strefie operacji antyterrorystycznej (ATO) została spowolniona, jest częściowo fałszywe. Wcześniej przyzwyczailiśmy się, że nasi żołnierze wyzwalają nawet po kilka miast jednego dnia. Wynikało to jednak z tego, że terroryści sami porzucali niektóre ośrodki. Ale taktyka ukraińskiej armii nie może polegać na akcji na hurra. W takiej sytuacji łatwo by ją było okrążyć albo uderzyć od tyłu i zadać cios w plecy.
Początkowo w ATO brały udział bardzo niewielkie siły. Stopniowo je uzupełnialiśmy, co dało nam możliwość przejęcia inicjatywy. Naszym głównym zadaniem jest teraz odcięcie od zaopatrzenia centrów obrony terrorystów w Donieckiej i Ługańskiej Republikach Ludowych. Oddzielenie ich od siebie, by nie mogły ze sobą współpracować. Dowództwo ukraińskie najwyraźniej nie postawiło zadania walki w wielkich miastach, która mogłaby kosztować życie wielu cywili, ale właśnie ich całkowitego okrążenia.
Wyzwalanie obwodu donieckiego idzie szybciej dzięki temu, że siłom ATO udało się opanować przejście graniczne w Diakowem, co wywołało w DRL ogromne problemy z zaopatrzeniem. Donieck nie ma już którędy otrzymywać od Rosjan uzbrojenia. ŁRL żywi się przez przejście w Izwarynem, dalej zaopatrzenie idzie przez Krasnodon do Ługańska. A tego fragmentu granicy akurat nie kontrolujemy, łagodnie mówiąc. Rosjanie wciąż naganiają nam przez Krasnodon broń i specjalistów wojskowych.
Ukraińska armia jest już zaprawiona w bojach. Na początku ATO brakowało nawet systemów kierowania ogniem, które były na wyposażeniu naszych misji zagranicznych. To była katastrofa, armia zasługuje na nagrodę, że w ogóle wytrzymała pierwsze tygodnie. Stopniowo te problemy były jednak rozwiązywane. Trwa trzecia faza mobilizacji, która rozwiąże dwie główne kwestie. Po pierwsze zwiększy stan liczebny armii dla dalszej ofensywy. A po drugie stworzy się drugą linię obrony, bo gdyby dzisiaj Rosjanie wkroczyli na Ukrainę, wystarczyłoby im obejść Donieck i Ługańsk, i aż do Kijowa niespecjalnie byłoby komu się przed nimi bronić.
Niestety, wkroczenie Rosjan pozostaje prawdopodobne. Wojska rosyjskie przechodzą kompleksową kontrolę pod kątem gotowości do interwencji na Ukrainie. Gdyby miało do niej dojść, obstawiałbym wrzesień albo grudzień.
not. mwp
Informacje na temat wydarzeń na Ukrainie na bieżąco na Dziennik.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu