To będą najważniejsze wybory w hisorii Ukrainy
Petro Poroszenko ma duże szanse na zwycięstwo w pierwszej turze. Taki scenariusz byłby nie na rękę Rosji, której celem jest zerwanie głosowania
W niedzielę Ukraińcy pójdą do urn, by wybrać wreszcie pełnoprawnego następcę obalonego w lutym Wiktora Janukowycza. Zostanie nim najpewniej oligarcha z bogatym doświadczeniem politycznym Petro Poroszenko. Najważniejsze pytanie brzmi, czy wybory przebiegną spokojnie i czy Poroszence uda się wygrać już w pierwszej turze. Dla Ukrainy tak szybkie rozstrzygnięcie byłoby najlepszym rozwiązaniem.
Najbardziej wiarygodny sondaż trzech ośrodków badawczych daje Poroszence poparcie jednej trzeciej wyborców, ale aż 23,4 proc. ankietowanych nie wie jeszcze, na kogo odda głos. Jeśli brać pod uwagę tylko zdeklarowanych wyborców, Poroszenko wygrywa już w pierwszej turze.
Wybór prezydenta odebrałby Rosji jeden z czołowych argumentów dla podważania legalności władz w Kijowie. Powołanie na urząd p.o. prezydenta Ołeksandra Turczynowa po ucieczce Janukowycza z kraju budziło wątpliwości u konstytucjonalistów. Co więcej, Turczynow w wielu kwestiach ma związane ręce, ponieważ konstytucja zakazuje mu jako pełniącemu obowiązki głowy państwa podejmowania niektórych działań zarezerwowanych wyłącznie dla pełnoprawnego prezydenta. Wśród nich jest np. zwołanie ogólnonarodowego referendum w sprawie decentralizacji kraju. Taki plebiscyt z kolei oddaliłby kolejny argument separatystów - że Kijów odmawia przekazania uprawnień regionom. Decentralizacja w rozumieniu władz nie oznacza przy tym lansowanej przez Kreml federalizacji Ukrainy. - Próba narzucenia nam federalizacji nie przyniesie żadnych korzyści. Odwrotnie, federalizacja utrudniłaby nam przeprowadzenie reform. Naszym zadaniem jest reforma samorządowa na bazie Europejskiej Karty Samorządu Lokalnego - mówił DGP wicepremier Wołodymyr Hrojsman, łączony z Poroszenką.
Sukces Poroszenki w pierwszej turze nie jest jednak pewny. W takim wypadku po trzech tygodniach właściciel firmy Roshen zmierzyłby się z którymś z kontrkandydatów. Niezależnie od tego, czy będzie to była premier Julia Tymoszenko, przedstawiciel Wschodu Serhij Tihipko czy też szybko zyskujący w sondażach były minister obrony Anatolij Hrycenko, socjologowie wróżą Poroszence zdobycie 3/4 głosów.
Dla ustabilizowania sytuacji najlepszym scenariuszem na drugą turę byłby udział w niej Tihipki, skłóconego z obecnymi władzami Partii Regionów, ale przeciwnego nowym władzom w Kijowie. W przypadku pojedynku Poroszenko - Tymoszenko wschodnia i południowa część Ukrainy mogłaby zbojkotować drugą turę, postrzegając ją jako wewnętrzny spór w gronie dawnej opozycji. Według badań Centrum Razumkowa i fundacji Inicjatywy Demokratyczne w takim wypadku do urn nie poszłoby aż 67,5 proc. mieszkańców Zagłębia Donieckiego i 41,6 proc. południowej części kraju (np. Odessy, Chersonia czy Mikołajowa).
Tymczasem rezultat wyborów na Doniecczyźnie jest probieżem, na ile Kijów jest w stanie z powrotem podporządkować sobie obwody doniecki i ługański. I nie chodzi tu bynajmniej o wyniki głosowania, ale raczej o wysokość frekwencji, a przede wszystkim o to, w ilu miejscowościach w ogóle uda się przeprowadzić głosowanie i czy przebiegnie ono spokojnie. Wczoraj komisja wyborcza podała, że w obu zagrożonych obwodach separatyści zajmują 13 z 36 okręgowych komisji wyborczych.
W ostatnich dniach przeciwko separatystom zdecydowanie wystąpił najbogatszy Ukrainiec Rinat Achmetow, do tej pory lawirujący między Kijowem i samozwańczą Doniecką Republiką Ludową (DRL). Do tego dochodzą wewnętrzne spory między frakcjami DRL, uznawanej przez Kijów za organizację terrorystyczną. Wjaczesław Ponomariow, samozwańczy mer Słowiańska, gdzie separatyści są najaktywniejsi, zaatakował wczoraj publicznie liderów DRL i zapowiedział, że jego ludzie "przyjadą do Doniecka i zaprowadzą porządek".
Wewnętrzne spory w DRL sprawiają, że całkowite zerwanie wyborów jest mniej prawdopodobne niż jeszcze kilka tygodni temu. Mimo to nie należy wykluczyć prowokacji. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy kilka tygodni temu ostrzegała, że przed wyborami może dojść do próby zamordowania któregoś z kandydatów albo zamachu terrorystycznego. Ekspert wojskowy Dmytro Tymczuk ocenił, że poza Donbasem najbardziej zagrożone są Charków, Odessa i Zaporoże. Wybory będą ważne nawet wtedy, gdyby głosowanie nie odbyło się na części terytorium Ukrainy (a już wiadomo, że komisje nie będą działać na anektowanym przez Rosję Krymie). Tyle że legitymacja nowo wybranego szefa państwa będzie wówczas słabsza.
@RY1@i02/2014/098/i02.2014.098.00000020a.803.jpg@RY2@
MAPA UKRAIŃSKICH WYBORÓW
Michał Potocki
Musimy reformować samorządy
Samorządność może być antidotum na separatyzm. Pytanie, jaka samorządność? Bardzo się zaangażowałem, by zorganizować wspólne spotkanie z merami Iwano-Frankiwska (na zachodzie Ukrainy) i Doniecka (południowy wschód). Mieliśmy rozmawiać o reformie samorządowej. Kiedy dojechaliśmy do Doniecka, trwała tam już wojna. Separatyści wzięli zakładników. Zamiast rozmawiać o samorządzie, prowadziliśmy negocjacje w sprawie uwolnienia tych ludzi. To dobrze pokazuje, w jakim miejscu jesteśmy.
Rosja proponuje nam federalizm. Nie znam żadnego państwa, które z państwa unitarnego zdecentralizowano pod wpływem zewnętrznych nacisków. Klucz do rozwiązania konfliktu to pogłębienie roli samorządu terytorialnego. Szkolnictwo, język urzędowy, służba zdrowia - wszystkie te sprawy mogą być regulowane na szczeblu lokalnym. Kiedy rozmawiam z ludźmi w Doniecku, interesuje ich głównie to, co bezpośrednio dotyczy życia tam na miejscu. Nikt nie mówił, że chce się odłączać od Ukrainy. Oni pragną wybierać swoich przedstawicieli i mieć wpływ na swoje sprawy. Separatyści są finansowani z Rosji, dlatego problem związany z federalizacją jest całkowicie sztuczny.
Reforma samorządowa powinna wyglądać jak w Polsce. Chodzi o to, by na Ukrainie ludzie poczuli, że mają wpływ na wybory swoich przedstawicieli, a ci przedstawiciele mogli podejmować decyzje. Oczywiście kolejna rzecz to zreformowanie gospodarki tak, żeby dochody z ukraińskiego bogactwa trafiały do mieszkańców, a nie do grupy oligarchów. Trzeba to zrobić na wzór Balcerowicza. W ciągu jednej nocy. Szokowo.
Ihor Nasałyk
kandydat na mera Kijowa
ROZMOWA
Ukraińcy okrążają i macają. A muszą iść na całość
@RY1@i02/2014/098/i02.2014.098.00000020a.804.jpg@RY2@
gen. Waldemar Skrzypczak b. dowódca wojsk lądowych, b. wiceszef MON
Gdy dowodził pan w 2005 r. w Iraku, w międzynarodowej dywizji służyli również Ukraińcy. Walczyliście z rebeliantami irackimi. Dziś Ukraińcy walczą z rebelią na wschodzie. Widzi pan analogie w taktyce?
Rebelianci unikają wielkich bitew, atakują z ukrycia. To, co w tym wypadku jest istotne, to fakt, że przeciwnikiem nie są przypadkowi ludzie. To w większości byli żołnierze. Ludzie z doświadczeniem z Afganistanu, którzy potrafią walczyć. Ostatnia zasadzka na komandosów ukraińskich, gdzie zginęło siedmiu żołnierzy, jest tego najlepszym przykładem.
Co mogą zrobić Ukraińcy?
Ukraińcy nie mają potencjału, aby tę rebelię stłumić. By to zrobić, trzeba mieć na jednego rebelianta dziesięciu żołnierzy. Amerykanie w Iraku (choć było ich tam momentami 150 tys.) nie poradzili sobie m.in. z powodu zbyt małej liczby żołnierzy. Rebelianci byli wszędzie. Ciągle strzelali, atakowali i sabotowali. Do tego byli nieuchwytni. Podobna sytuacja jest teraz na wschodniej Ukrainie. My nie wiemy, ilu tam jest rebeliantów i ilu mają sojuszników w społeczeństwie. Ludzie generalnie się boją i nie są po żadnej stronie. Staną po stronie tych, którzy zagwarantują im bezpieczeństwo i godne życie.
Wojsko ukraińskie otacza miasta i używa helikopterów. To dobra taktyka?
Używają chyba ostatnich śmigłowców, które mają. Armia jest w bardzo złej kondycji. Janukowycz i jego rząd doprowadzili do upadku potencjału wojskowego Ukrainy. To, co było nowe, zostało sprzedane za granicę. Eksport broni z Ukrainy był bardzo duży dlatego, że wyprzedawano broń z jednostek wojskowych. To nie była broń z fabryk. No i wojsko ukraińskie jest rozdarte, ponieważ historycznie było mocno związane z armią rosyjską.
Jak pan ocenia sytuację na wschodzie kraju?
Jest tam zbyt wiele ognisk walki. Trwa przygotowanie jednostek w centrum i na zachodzie kraju. Zobaczymy, czy ich przerzucenie na wschód coś zmieni.
Ukraińcy okrążają, próbują, macają. I tak na dobrą sprawę ponoszą większe straty niż rebelianci. Trzeba pamiętać o tym, że walka w miastach jest najtrudniejsza ze wszystkich działań wojskowych. W irackiej Faludży doszło do tego, że Amerykanie jednego dnia stracili 60 żołnierzy. Jeżeli jest wola polityczna odbicia wschodniej Ukrainy, trzeba iść na całość.
Co Ukraińcy mogą zrobić poza wprowadzaniem kolejnych jednostek i zwiększaniem swojej przewagi liczebnej?
Przede wszystkim muszą uszczelnić granicę z Rosją, by rebelianci nie mieli dopływu posiłków, broni i zaopatrzenia. Muszą też izolować rejony, w których są rebelianci. Maksymalnie je ograniczać. Powinni demaskować wszelkie działania Rosjan. Rosyjska propaganda jest nieprawdopodobnie silna. Jeśli Ukraińcy nie będą reagować, to świat będzie patrzył na ten konflikt z perspektywy Rosji. Co zresztą już się dzieje.
Załóżmy, że jest pan doradcą wojskowym Rosjan: co oni powinni robić, aby realizować swoje cele?
Dalej zaopatrywać rebeliantów i za wszelką ceną nie dopuścić do wyborów we wschodnich okręgach. Wówczas będą mogli ustanowić jakąś formę autonomicznej republiki.
Rozmawiał Maciej Miłosz
Niedzielne wybory na Ukrainie - relacje, opinie, komentarze na Dziennik.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu