Deficyt państwa na Ukrainie
Ukraina znika. Zuchwałość Władimira Putina i niemrawa reakcja Zachodu napędzają pięć niebezpiecznych tendencji.
1. Kraj już się rozpada
Separatyści nie utworzyli quasi-państwa na wzór Naddniestrza czy Abchazji. Nie są na tyle silni, by kontrolować sytuację w całym Donbasie. A rząd w Kijowie nie jest w stanie ściągać podatków z terenów objętych rebelią. Nie jest też w stanie zainstalować tam komisji wyborczych, wydawać rozkazów milicji, zapewnić funkcjonowania sądów i prokuratury. Państwo nie spełnia swoich podstawowych funkcji.
2. Brak atrybutów państwa
Gdy rozpoczynała się tzw. operacja antyterrorystyczna (piszę "tzw.", bo tej samej wątpliwej terminologii używała administracja Janukowycza do opisania walk, jakie Berkut toczył z aktywistami Majdanu), nikt się nie spodziewał, że rozkład struktur państwowych jest tak daleko posunięty. Rząd nie ma monopolu na przemoc. Siły zbrojne są w rozsypce, a walki prowadzi sformowana na gruzach wojsk wewnętrznych Gwardia Narodowa. Zasilają ją bojownicy Majdanu. Formacje takie jak Kijów 1 są bitne, ale to prowizorka. Natomiast wykonywania rozkazów odmawia milicja. W niektórych przypadkach, jak w Odessie, wręcz sabotuje decyzje rządu. Problem był też z elitarną 25. Brygadą Powietrznodesantową. Wcześniej zdradziło krymskie SBU i dowództwo Floty. To nie jest zwykły bunt. To realny brak kontroli nad sektorem siłowym.
3. Już w stanie wojny
Rosja nie wypowiedziała wojny Ukrainie, bo stosuje zasady wojny chaosu opracowane przez Jewgienija Messnera. Biały oficer okresu rewolucji, a w czasie II wojny światowej stronnik Hitlera, dla rosyjskich służb specjalnych jest inspiracją w operacji przeciw "faszystom". To, co się dzieje w Donbasie czy Odessie, jest wojną, osobliwą, ale wojną.
4. Brak pełnej suwerenności na arenie międzynarodowej
Zaproponowane wczoraj pięć punktów Steinmeiera nie odbiera Ukrainie podmiotowości. Jednak dyplomatyczne zabiegi wokół naszego wschodniego sąsiada pokazują, że nie w pełni decyduje on o własnym losie. Pomysł federalizacji podsuwany przez Moskwę w rozmowach genewskich jest wręcz podręcznikowym przykładem prób dokonania rozbioru państwa. Zresztą Niemcy zdają się popierać wersję light tego pomysłu. Co ciekawe, w punktach Steinmeiera nie wspomina się już o Krymie.
5. Nikt nie chce umierać za Ukrainę
Mimo odmieniania na wszelkie sposoby rzeczownika "sankcje" ani Unia, ani USA nie są gotowe płacić za wydarzenia za Bugiem. Nawet jeśli dojdzie do inwazji rosyjskiej na pełną skalę, po okresie oburzenia będziemy podawać dłoń Putinowi. Niestety, okazuje się, że Ukraina nie tylko dla niego pozostaje jedynie terytorium.
@RY1@i02/2014/087/i02.2014.087.00000020a.802.jpg@RY2@
Zbigniew Parafianowicz zastępca szefa Dziennika
Zbigniew Parafianowicz
zastępca szefa Dziennika
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu