Donbas plus. Wariant ograniczonej inwazji
Cały czas w Kijowie mówi się o operacji pod obcą flagą na Donbasie, która pozwoliłaby Rosjanom uderzyć z powietrza w infrastrukturę wojskową Ukrainy, m.in. w bazy tureckich dronów
Z Karłem Wołochem, blogerem, przedsiębiorcą, gorącym przeciwnikiem obecnych władz Ukrainy, spotykamy się w kijowskiej kawiarni niedaleko Majdanu Nezałeżnosti. Przekonuje nas, że jesteśmy świadkami tego, co Joe Biden określił mianem „minor incursion”, czyli ograniczonej inwazji. – To jak w starym dowcipie. „Panowie oficerowie, wykąpmy konie w szampanie!”. „Ale nie mamy na to pieniędzy!”. „No to chociaż obsikajmy kota”. Właśnie to wydarzyło się z Donbasem – twierdzi Wołoch, były doradca eksszefa MSW Arsena Awakowa.
Jego zdaniem uznanie niepodległości samozwańczych Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych przez Rosję było od początku skalkulowane. – Putin jest człowiekiem służb specjalnych. Cała jego polityka to operacja specjalna. On może i jest szalony, ale na końcu wynik musi się zgadzać. A wojna na pełną skalę się z nim nie zgadza. Rodzi za dużo ofiar i zagraża jego władzy – przekonuje. W zasadzie każdy, z kim tu rozmawiamy, przedstawia tę samą opinię. Wyjście Rosjan poza Donbas oznacza zbyt duże straty. Widok płonących czołgów czy spadających śmigłowców plus wracające do Rosji trumny to nie jest to, czego oczekiwał Władimir Putin. Stąd uznanie DRL i ŁRL, a nie spektakularna wojna.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.