Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Wojna na Ukrainie

Inaczej czytamy zapisy umowy

Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Najbardziej perspektywiczne zapisy umowy o bezpieczeństwie między Polską a Ukrainą żyły przez ledwie kilka dni. Fragmenty dotyczące wspólnej, NATO-wskiej obrony powietrznej na wschód od Bugu skomentował John Kirby. – Nie chcemy, by ta wojna eskalowała. Bo to nie byłoby dobre dla Ukraińców, nie byłoby dobre dla Polaków, dla nikogo – powiedział w rozmowie z Polskim Radiem rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego USA. – Nie chcemy, by stało się to, co od początku twierdził Putin, że jest to atak NATO lub Zachodu na Rosję lub Stanów Zjednoczonych na Rosję – dodał.

Kirby nie łamie tabu. Od samego początku obie strony – zarówno polska, jak i ukraińska – inaczej rozumiały zapisy umowy dotyczące obrony powietrznej. Wypowiedzi Donalda Tuska sugerowały, że chodzi o strzelanie do pocisków, które kierują się ku polskiej przestrzeni powietrznej, z możliwością ich strącenia nad zachodnią Ukrainą. Istotą miałaby być jednak przede wszystkim ochrona polskiego nieba. Dla Wołodymyra Zełenskiego dyskusja na ten temat to kontynuacja nacisków, które trwają od początku wojny, dotyczących przejęcia przez NATO w całości lub częściowo kontroli nad ukraińską przestrzenią powietrzną.

Kijów argumentuje, że o eskalacji konfliktu, o której mówi Kirby, nie może być mowy. Bo na północ oraz na zachód od linii rozgraniczenia czy linii frontu lata tylko sprzęt bezzałogowy – drony, pociski manewrujące i balistyczne. Nie ma zatem ryzyka, że od rakiety wystrzelonej przez NATO zginie rosyjski pilot, co mogłoby wywołać III wojnę światową. Zresztą nawet jeśli, to nie musiałoby to oznaczać automatycznego przejścia do nowej fazy konfliktu – tym razem z udziałem Sojuszu.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.