Polska: wróg numer jeden białoruskiej propagandy
Piątkowa zapowiedź Alaksandra Łukaszenki o zamknięciu granic zaskoczyła nie tylko sąsiadów, lecz także jego własne służby
– Jesteśmy zmuszeni wycofać wojska z ulic, pół armii postawić pod bronią i zamknąć granicę państwową od Zachodu, przede wszystkim z Litwą i Polską. Jesteśmy też niestety zmuszeni wzmocnić granicę państwową z naszą bratnią Ukrainą – mówił białoruski przywódca podczas prorządowego koncertu w Mińsku. – Nie chcę, by Białoruś, Polska i Litwa przekształciły się w teatr działań wojennych, gdzie będą załatwiane nie nasze sprawy – dodawał oraz wzywał Litwinów, Polaków i Ukraińców, by „powstrzymali nierozumnych polityków” i „nie dali wybuchnąć wojnie”.
Część mediów zinterpretowała słowa Łukaszenki wprost jako zapowiedź zamknięcia przejść granicznych, na co Mińsk nie zdecydował się nawet wiosną po wybuchu pandemii. Inni, biorąc pod uwagę kontekst, jako zamiar przesunięcia wojsk na granice. Łukaszenka od wybuchu protestów 9 sierpnia niejednokrotnie deklarował, że takie decyzje zostały nie tylko podjęte, lecz także wcielone w życie. W niedawnym wywiadzie dla rosyjskich mediów państwowych mówił, że przez powrót z Polski opozycyjnie nastrojonych studentów, posiadaczy karty Polaka, musiał otoczyć Grodno w obawie przed agresją państw NATO. Wiele podobnych zapowiedzi nie miało jednak wiele wspólnego z rzeczywistością. Gdyby Łukaszenka rzeczywiście obawiał się polskich sabotażystów, to podczas wizyty w Grodnie byłby chroniony bardziej niż zwykle, a tak nie było.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.