Wirusowa wojna zastępcza
Armenia i Azerbejdżan toczą największą od czterech lat bitwę graniczną. Kontrolowana eskalacja konfliktu jest korzystna dla obu stron, bo odwraca uwagę od skutków pandemii
W niedzielę po południu resort obrony Azerbejdżanu poinformował, że armeńska artyleria zaczęła ostrzał, więc Azerowie przeszli do udanego kontrataku. Po trzech kwadransach odezwał się Erywań. Rzecznik resortu obrony oświadczył, że azerscy żołnierze dwukrotnie naruszyli granicę z Armenią, ale zostali odparci. Od tej pory trwają regularne starcia z wykorzystaniem piechoty, ciężkiego sprzętu, dronów, a nawet internetowych hakerów.
Erywań informuje o czterech ofiarach śmiertelnych po swojej stronie i 11 zabitych Azerach. Baku potwierdza, że straciło 11 ludzi, w tym generała Polada Haşimova. Utrzymuje przy tym, że straty po stronie Armenii wyniosły 100 żołnierzy – jednak tej liczby nie potwierdza żadne niezależne źródło. Tym razem do potyczek nie dochodzi w spornym Górskim Karabachu, a w północnej części granicy – w regionie, który Azerowie nazywają Tovuz, a Ormianie – Tawusz.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.