Dlaczego Warszawa milczy
Wśród oświadczeń państw Zachodu apelujących do Łukaszenki o wstrzymanie represji próżno szukać komunikatów polskiego MSZ
Po raz pierwszy w historii wyborów na Białorusi represje zaczęły się jeszcze na etapie kampanii. Dwaj najgroźniejsi rywale Alaksandra Łukaszenki siedzą w areszcie z poważnymi zarzutami. Jednak polskie władze praktycznie nie wypowiadają się na ten temat. Wyjątkiem było stanowisko sejmowej komisji spraw zagranicznych z 17 czerwca, w którym zwrócono się do Mińka „o niezwłoczne zaprzestanie prześladowań oraz uwolnienie wszystkich skazanych i aresztowanych”, a do naszego MSZ – „o podjęcie pilnych działań w obronie osób represjonowanych”.
Wzmożenie represji przed planowanym na 9 sierpnia głosowaniem obserwujemy od maja. To wówczas zaczęto zatrzymywać zwolenników popularnego wideoblogera Siarhieja Cichanouskiego, który zadeklarował chęć startu. Władze do tego nie dopuściły; gdy upływał termin rejestracji komitetu, Cichanouski odsiadywał karę aresztu, więc do wyborów zgłosiła się w zastępstwie jego żona Swiatłana. 29 maja aresztowano go ponownie, tym razem za rzekomy atak na milicjanta podczas wiecu. Za kratki trafił też inny rywal Łukaszenki, Wiktar Babaryka, oskarżony o to, że jako dyrektor Biełgazprombanku dopuścił się przestępstw finansowych. Do wtorku dowiemy się, czy władze zarejestrują Babarykę i Cichanouską jako kandydatów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.