Było ich troje. Został tylko Olaf Scholz?
B ardzo charyzmatyczny, momentami ekscentryczny, porywa tłumy. Na dodatek ma zupełnie nowatorskie spojrzenie na społeczeństwo i gospodarkę. Urodzony lider. Tak można sobie wyobrażać kandydata na fotel przywódcy kraju mającego największą i najsilniejszą gospodarkę w Europie i najważniejszą pozycję w Unii Europejskiej. Można, gdyby to nie były Niemcy. Tutaj przez 16 lat rządziła niepodzielnie kanclerz Angela Merkel, o której można wiele powiedzieć, ale nie to, że była charyzmatyczna czy ekscentryczna. No chyba, że za szaleństwo uznamy to, iż czasem zdarzało jej się włożyć zielonkawożółtawy żakiet. Nie zmienia to jednak tego, że dla Niemców i ich gospodarki nie był to zły czas, choć przeszli w nim kryzys finansowy i migracyjny.
Ona jednak zapowiedziała, że odchodzi. Teraz o jej miejsce walczy troje polityków. Ale nikt nie stawia na radykalne odcinanie się od „Mutti”, raczej w mniej lub bardziej zawoalowany sposób chce pokazać, że będzie kontynuatorem. Szefem partii Merkel, Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU), po zażartej walce został Armin Laschet. Wygrał, bo stawiał na ciągłość i nie odcinał się od dziedzictwa Merkel. To doświadczony polityk, premier największego kraju związkowego, Nadrenii Północnej-Westfalii, ale jego problemem jest to, że nie do końca przekonuje wyborców. A takie wpadki, jak śmianie się podczas wystąpienia prezydenta mówiącego o katastrofalnej powodzi, głosujący zapamiętują. Na pewno nie służą mu też kolejne afery związane z posłami CDU, choćby opublikowany w piątek materiał tygodnika „Der Spiegel”, pokazujący niejasny lobbing chadeckich polityków powiązany z odzyskiwaniem długów. W każdym razie w sondażach Unia traci i ma obecnie ok. 20 proc. poparcia. To historyczny dołek. A zaprezentowanie w piątek „teamu przyszłości”, czyli współpracowników Lascheta, sytuacji wyborczej specjalnie nie zmieni.
W ostatnich miesiącach stracili także Zieloni, w dużej mierze na własne życzenie. Ich liderka Annalena Baerbock, mająca być nową kanclerz, poległa w nawale drobnych błędów, jak podrasowanie własnego życiorysu, niedoinformowanie o tym, że przyjmowała pieniądze od własnej partii, czy oskarżenie o plagiat. Chciałoby się napisać, że gdzie dwóch się kłóci, tam korzysta trzeci. Ale to byłaby nie do końca prawda, bo do tej pory kampania była raczej ospała i nie można powiedzieć, by Zieloni z chadekami szli na noże. Niemniej zwycięzcą ostatnich tygodni jest zdecydowanie lider socjaldemokratów Olaf Scholz. SPD po raz pierwszy od lat prześcignęła Unię i została liderem sondaży, i to on, od czterech lat wicekanclerz i minister finansów, jest teraz faworytem wyścigu o fotel szefa rządu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.