Być może warto powiedzieć, jak było naprawdę
Rosja oficjalnie nie zaprzecza już odpowiedzialności Stalina, za to usilnie stara się równoważyć Katyń anty-Katyniem
Po ataku III Rzeszy na ZSRR władze w Moskwie na pytania rządu RP o los jeńców odpowiadały, że zostali oni zwolnieni z obozów i gdzieś się rozproszyli (słynna odpowiedź Stalina, że „uciekli do Mandżurii”). Gdy w 1943 r. Niemcy odkryli w lesie katyńskim masowe groby, sowiecka propaganda przystąpiła do kontrofensywy. Odrzucono odpowiedzialność ZSRR, a oskarżenia płynące z Berlina określono mianem „łajdackiego i podłego kłamstwa”. W 1944 r. komisja pod przewodnictwem naczelnego chirurga Armii Czerwonej Nikołaja Burdienki ogłosiła, że zbrodni dokonali „niemiecko-faszystowscy najeźdźcy”.
Historyk Witold Wasilewski na łamach „Mówią Wieki” określił jej raport mianem „najważniejszego tekstu kłamstwa katyńskiego”. W 1959 r. Nikita Chruszczow zgodził się na zniszczenie niektórych akt, w tym – jak pisze historyk Natalja Lebiediewa w tomie „Białe plamy – czarne plamy. Sprawy trudne w polsko-rosyjskich stosunkach 1918–2008” – „protokołów z posiedzeń trojki, która podejmowała decyzję o mordzie”. Protokół z posiedzenia politbiura z 5 marca 1940 r. i notatka Ławrientija Berii do Stalina, w której szef bezpieki proponował wymordowanie oficerów, trafiły do specjalnej koperty, a ta – do sejfu kierownika Wydziału Ogólnego KC KPZR, a później do zaplombowanego pomieszczenia w tym samym wydziale.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.