USA nie będą się (tak mocno) czepiać wydatków na wojsko
Po raz pierwszy od lat amerykański prezydent nie musi rugać sojuszników za skąpienie na obronność
Państwa Sojuszu Północno atlantyckiego opornie, ale konsekwentnie zwiększają swoje nakłady na wojsko. W 2014 r., kiedy członkowie NATO po raz kolejny zobowiązali się przeznaczać na obronność równowartość przynajmniej 2 proc. swojego PKB, takim wskaźnikiem mogła się pochwalić zaledwie jedna dziewiąta państw Paktu. Teraz – ponad jedna trzecia.
Jeszcze lepiej sytuacja wygląda w przypadku odsetka wydatków na duże zakupy sprzętowe (w rubryce „obronność” mieszczą się także wynagrodzenia żołnierzy zawodowych, a nierzadko i emerytury, a także środki na bieżące utrzymanie), które nie powinny być niższe niż 20 proc. budżetu na obronę. Postęp jest tak duży, że lista maruderów (np. Niemcy i Słowenia) jest znacznie krótsza niż państw spełniających to kryterium. W efekcie jest realne, że w 2024 r. wszystkie państwa NATO spełnią to kryterium (sojusznicy taki termin wyznaczyli sobie w 2014 r.).
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.