Spełnia się czarny sen republikanów
P o następcy Donalda Trumpa nikt nie spodziewał się radykalnej polityki – ani zwolennicy, ani jego niedawni konkurenci z obozu Berniego Sandersa, ani konserwatywni publicyści z Fox News. W rywalizacji o demokratyczną nominację Joe Biden reprezentował partyjny establishment. Nawet najbardziej spiskowe narracje zwolenników Trumpa koncentrowały się na roli, jaką w administracji wiekowego prezydenta odegrać miała jego zastępczyni Kamala Harris, a nie jego własnych „lewackich” inklinacji. Po zwycięstwie Bidena, także w Polsce, triumfowali głównie ci, którzy liczyli na „powrót do normalności” i oczekiwali kontynuacji ery Baracka Obamy, prezydenta, który – wbrew hasłom zmiany – nieśmiało odchodził od politycznego centrum. Zwolennicy Sandersa, gdy ten zaangażował się w kampanię Bidena i powołał grupy robocze pracujące nad wspólnym programem, raczej robili dobrą minę do złej gry niż wierzyli, że lewicy uda się wpłynąć na agendę przyszłej administracji.
fot. Alex Edelman/EPA/PAP
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.