Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Szalony Trump, cichy zabójca Obama i dyplomacja dronów

9 stycznia 2020
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

STANY ZJEDNOCZONE OPARŁY SWOJĄ DOKTRYNĘ WOJENNĄ NA SELEKTYWNEJ ELIMINACJI ZA POMOCĄ SAMOLOTÓW BEZZAŁOGOWYCH. NIEZALEŻNIE OD TEGO, JAK BARDZO JEST ONA KONTROWERSYJNA – OD LAT PRZYNOSI WASZYNGTONOWI WYMIERNE KORZYŚCI

Donald Trump nie ukrywa emocji, kiedy prezentuje wyniki polowań na wrogów Ameryki. Bywa, że balansuje na granicy dobrego smaku. O Abu Bakr al-Baghdadim mówił, że zginął „jak pies, jak tchórz”, który „przed śmiercią płakał i histeryzował”. Bez względu na to, jak bardzo odrażającą postacią był przywódca tzw. Państwa Islamskiego, takie porównanie nie przysporzyło prezydentowi USA sympatii wśród blisko wschodnich sunnitów. Zestawienie wyznawcy islamu z psem jest dla nich skrajnie obraźliwe. Zabitego na lotnisku w Bagdadzie Ghasema Solejmaniego amerykański przywódca nazwał z kolei „potworem”. W swoim niepowtarzalnym stylu straszył też władze w Teheranie nalotami na zabytki kultury perskiej.

Stosunek Trumpa do świata jest manichejski. Prosty i czarno-biały. Swoją retoryką buduje wrażenie, że uderzenia z samolotów bezzałogowych są istotą jego polityki zagranicznej. To jednak pozory. Dyplomacja dronów ma w USA wieloletnią tradycję, która trwa ponad podziałami partyjnymi. Zapoczątkował ją George W. Bush, a jej apogeum przypada na prezydenturę Baracka Obamy. Gdy pod koniec 2009 r. poprzednik Trumpa przyjmował Nagrodę Nobla (czyli po niecałym roku urzędowania), miał już na swoim koncie więcej podpisanych rozkazów o likwidacji wrogów USA za pomocą samolotów bezzałogowych niż George W. Bush przez swoje dwie kadencje. Jak podawały amerykańskie media, w trzecim roku prezydentury Obama zadecydował o zabiciu dwukrotnie wyższej liczby przeciwników USA, niż wynosiła populacja więźniów przetrzymywanych w bazie Guantanamo na Kubie. – Zabijamy tych skurw… szybciej, niż są w stanie ich wychować – mówił w rozmowie z „Washington Post” szef komórki antyterrorystycznej w Centralnej Agencji Wywiadowczej. W tym sensie Trump jest co najwyżej kontynuatorem. Krzykaczem głośno obwieszczającym swoje sukcesy.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.