Czy opozycjonista może zatopić Nord Stream
Pod wpływem aresztowania Aleksieja Nawalnego Europa zaostrzyła retorykę wobec gazociągu. Niewykluczone, że dojdzie do jego zablokowania. Co z kolei stanie się zalążkiem nowej współpracy transatlantyckiej po zmianie w Białym Domu
Według wczorajszych doniesień portalu EUobserver rezolucja wzywająca do zablokowania dalszej budowy Nord Streamu 2, do której podjęcia wezwali deputowani Zielonych, mogłaby liczyć w Strasburgu na ponadpartyjne poparcie. Samo w sobie stanowisko PE to jednak za mało. Tym bardziej że europarlament zawsze był w sprawie Nord Streamu bardziej krytyczny niż inne instytucje UE. Postulat zablokowania jego budowy kilkakrotnie pojawiał się już w jego uchwałach. Ostatnie dni przyniosły jednak również zaostrzenie retoryki Komisji Europejskiej. Szef unijnej dyplomacji Josep Borrell stwierdził, że UE od dawna sprzeciwia się Nord Streamowi 2 w związku z obawami o zwiększenie zależności Europy od rosyjskiego gazu, jednak brakowało jej narzędzi, by zatrzymać popierany przez Berlin projekt. W stanowisku przekazanym Polskiej Agencji Prasowej Komisja stwierdziła, że rosyjski gazociąg „nie jest projektem stanowiącym przedmiot wspólnego europejskiego interesu”. Polityka KE wobec Nord Streamu była dotąd ambiwalentna – z jednej strony krytykowała ona gazociąg z perspektywy bezpieczeństwa energetycznego i tak kształtowała przepisy dyrektywy gazowej, by ograniczyć jego rentowność, z drugiej – krytykowała amerykańskie sankcje i sygnalizowała możliwość angażowania się na rzecz poszkodowanych przez nie firm.
Napięcie zwiększa również strona rosyjska. Zatrzymanie Aleksieja Nawalnego w zasadzie wyklucza możliwość zmiękczenia stanowiska USA w sprawie gazociągu, przynajmniej w pierwszych tygodniach prezydentury Joego Bidena. Sankcje wobec Nord Streamu 2 cieszą się ponadpartyjnym poparciem amerykańskiego Kongresu. Sam prezydent także ma na koncie krytykę projektu. Na to, że zmityguje ją w imię poprawy stosunków z Europą, liczył Berlin, jednak – w ocenie komentatorów – nowy prezydent nie może sobie dziś pozwolić na wizerunek zbyt miękkiego wobec Moskwy. Niedawno Waszyngton zdecydował o uruchomieniu sankcji wobec gazociągu. Wątpliwe, by stało się to bez konsultacji i przyzwolenia ze strony nowej administracji. Kontynuację działań na rzecz zatrzymania Nord Streamu zapowiedział też w Senacie przyszły sekretarz stanu USA Antony Blinken. Sankcje wymierzone są póki co w wykorzystywany przy układaniu rury na dnie Bałtyku statek „Fortuna” i jego armatora, rosyjską spółkę KVT-RUS. W grę wchodzi jednak dalsze ich rozszerzanie. W efekcie już teraz z projektu wycofują się kolejne zaangażowane firmy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.