Kulejący smok nie ma sił się bić
Amerykańska doktryna strategicznej niejasności zmienia się w jednoznaczne poparcie dla Tajpej
Zaangażowanie Waszyngtonu w pomoc Tajwanowi rośnie, czego dowodzi zakończona wczoraj wizyta Nancy Pelosi. Od 25 lat ze strony USA Tajpej nie odwiedził nikt wyższy rangą niż szefowa Izby Reprezentantów. Amerykanie zdają sobie sprawę, że albo powstrzymają rosnące Chiny teraz, albo na zawsze będą musieli podzielić się z nimi wpływami na Pacyfiku.
– Wyrażamy uznanie dla Tajwanu za to, że jest jednym z najbardziej wolnych społeczeństw na świecie – mówiła Pelosi w tajwańskim parlamencie. Oprócz tego spotkała się z prezydent Tsai Ing-wen. Państwo, którym rządzi, nazwała „wyspą oporu”. Chiny odpowiedziały wielkimi manewrami wojskowymi, których scenariusz jest wymierzony w Tajpej. Ich samoloty nie przekroczyły jednak linii mediany – wyznaczonej w Cieśninie Tajwańskiej granicy, za którą obrona powietrzna powinna otworzyć ogień. To tylko potwierdza, że Pekin – obserwując zmagania Rosji w Ukrainie – nie jest gotowy do wejścia na ścieżkę „dyplomacji wojennej”.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.